Samoopieka. Dlaczego to może być trudne?

samoopieka

Zauważ, że nie piszę „zadbać” a „zaopiekować”. Robię to świadomie, bo choć zaopiekowanie się sobą sprawia, że jesteśmy zadbane, to samo słowo „zadbane” kojarzy się często wyłącznie z zewnętrzną samoopieką, czyli dbałością o wygląd i wizerunek. Podczas gdy zaopiekowanie się sobą uwzględnia troskę wobec wszystkich przejawów swojego jestestwa. To świadoma decyzja, by każdego dnia zachowywać wobec siebie postawę uważności, delikatności i miłości. Nie tylko wtedy, kiedy jest nam łatwo siebie lubić, nie tylko wtedy, kiedy coś nam się udaje, ale również (i przede wszystkim) wtedy, kiedy bycie ze sobą jest trudne. Podstawą radykalnej samoopieki jest kontakt z własnymi emocjami i obejmowanie akceptującą obecnością wszystkiego, co się w nas pojawia w trudnych momentach naszego życia. Z takiej przestrzeni- pełnej akceptacji i miłością- możemy wprowadzać troskliwe nawyki do naszego życia, które z czasem, krok po kroku będą prowadzić nas do coraz bardziej widocznych i trwałych zmian. Nie jest to proces łatwy i na jego drodze możemy spotkać wiele ograniczeń i oporu. Niżej wymienię kilka z najczęstszych powodów, dla których trudno nam jest praktykować samoopiekę.

Nie czułaś się zadbana w dzieciństwie.

W dzieciństwie jesteśmy zależne od matki. To ona wyznacza rytm naszej opieki. To matka reaguje (lub nie) na nasz płacz, myje, przewija, głaszcze, śpiewa, dotyka z miłością, patrzy oczami pełnymi akceptacji. To od niej uczymy się „praw i zasad” związanych z tym, jak należy się z nami obchodzić. To matka, poprzez czułe gesty pokazuje nam, jak inni, w tym my same, mamy traktować nasze ciało. Z czasem dostrajamy się do opiekuńczych rytmów naszej matki i zaczynamy same się o siebie troszczyć, krok, po kroku, w miarę możliwości i etapu rozwoju. Jeśli tego zabrakło, jeśli nie było kochających oczu i dbających rąk, nawet proste codzienne czynności, takie jak umycie włosów mogą budzić w nas zniechęcenie.

Nie miałaś okazji obserwować opiekującej się sobą kobiety.

Wszyscy uczymy się przede wszystkim przez modelowanie. Obserwując bliskie Ci kobiety chcąc nie chcąc pobierałaś lekcje na temat tego, jak obchodzić się z własnym ciałem, w jaki sposób traktować siebie w trudnościach i sukcesach, jak mówić o sobie i o innych kobietach. Co obserwowałaś w dzieciństwie? Czy pamiętasz widok swojej matki uśmiechniętej i zadbanej? W jaki sposób odnosiła się do swojego ciała? Co mówiła o innych kobietach? Jakie emocje czułaś przy niej najczęściej? Czy stawała za sobą i swoim zdaniem? Czy słyszałaś od niej o intuicji, głosie serca? Czy czułaś, że Twoja matka cieszy się sobą i tym, gdzie teraz jest? Czy zdarzyło Ci się obserwować wpierający kontakt dwóch dorosłych kobiet, np. swojej matki i babci? Z czym kojarzy Ci się obecność innych kobiet?

Spotkało Cię odrzucenie, kiedy próbowałaś sięgnąć po to, co dla Ciebie dobre.

Jako dzieci mamy kontakt z naszym rdzeniem, z naszym wewnętrznym kompasem, który mówi nam, co dla nas dobre, a co krzywdzące. My wiemy i czujemy, kiedy ktoś nas umniejsza, kiedy próbuje (choć często nieświadomie) złamać nas, naszego ducha, odciągnąć nas od naszych pragnień. Często w takich momentach budzi się nasz ogromny sprzeciw. Wyraźne „nie”, które daje wyraz w postaci eksplozji złości, gwałtownym krzyku, a nieraz tylko wymownym spojrzeniu. Dziecko nie dysponuje jeszcze pełną gamą narzędzi komunikacji- ono się dopiero tego uczy. Dlatego tak ważne jest poszanowanie jego uczuć i stanięcie za jego potrzebami nawet, jeśli ono samo nie umie jeszcze ich skomunikować. Jeśli byłyśmy blokowane, odrzucane czy oceniane w momentach podejmowanie prób stawania za sobą i wyrażania własnych potrzeb, to jakaś część może nadal żyć w przekonaniu, że sięganie=odrzucenie. Do tego dochodzi pełno krzywdzących przekazów, które słyszałyśmy jako dzieci: „co Ty sobie wyobrażasz, że kim jesteś”, „skromnością nie grzeszysz”, „nie wychylaj się”, „siedź cicho, a znajdą cię”. I wiele wiele innych. Jeśli tylko masz ochotę, to podziel się w komentarzu krzywdzącym tekstem, który słyszałaś w dzieciństwie, wypuść go… bo on nie miał z Tobą nic wspólnego.

Żyjemy w kulturze matki-polki i poświęcanie się jest wpisane w naszą codzienność.

Chcesz czy nie chcesz, w jakiś sposób Cię to dotyczy. Jeśli myśl o świętach kojarzy Ci się z listą „do zrobienia”, to dobrze wiesz, o czym mówię. Zajadę się, a posprzątam, bo co sąsiedzi powiedzą… Znasz to? Matka polka to kobieta, która zrywa się rano, żeby przygotować dzieciom śniadanie, potem ogarnia kuchnię, w między czasie robi wstawia pranie, pilnuje, żeby mąć wstał z budzikiem, potem budzi dzieci i na widok męża delektującego się poranną kawą zdaje sobie sprawę, że boli ją brzuch, bo nie zdążyła się jeszcze wysikać. Matka-polka jest w nas wpisana… Sama zobacz. Czy zdarza Ci się mieć poczucie winy z powodu nieposprzątanego domu? Czy zdarza Ci się robić rzeczy, które spokojnie mogą poczekać, np. prasowanie, sprzątanie nawet wtedy, kiedy Twoje ciało wyraźnie woła o odpoczynek? Czy przed zaśnięciem rozliczasz się z listy „do zrobienia” na której bynajmniej nie ma nic związanego bezpośrednio z Tobą? Czy podejmujesz się zrobienia dla kogoś kolejnej rzeczy, choć dobrze wiesz, że nie masz na to czasu?

Boisz się, jak zareaguje Twoje otoczenie- mąż, dzieci, znajomi i (o zgrozo!) niezaopiekowane przyjaciółki.

„Patrz, jaka egoistka, myśli tylko o sobie”. „pępek świata!”, „tej to się dopiero w głowie poprzewracało”. Takich i temu podobnych określeń boimy się jak ognia piekielnego, kiedy zaczynamy robić coś dla siebie. Im dłużej przyzwyczajałaś swoje otoczenie do tego, że siebie pomijasz, że potrzeby innych stawiasz ponad własne, tym bardziej mogą być zaskoczeni zmianą. Ale uwierz mi- przyzwyczają się szybciej niż myślisz, a wszystkie określenia i opinie, których boisz się usłyszeć, są tylko w Twojej głowie. Początkowe zdziwienie bliskich osób bardzo szybko zmieni się w podziw i aprobatę, ponieważ opiekując się sobą stajesz się coraz bardziej szczęśliwa, zadowolona, pełna energii. I osoby w Twoim otoczeniu z pewnością to odczują. Daj im tylko chwilę czasu na oswojenie się z nową Tobą.

Boisz się tej, która rozkwitnie, kiedy będziesz zaopiekowana.

Kto wie, co może się wydarzyć w życiu kobiety, która czuje się dobrze we własnym ciele, która dba o własne potrzeby, która stwarza sobie warunki do rozwoju… Ona nie ma już na co narzekać, zaczyna się częściej uśmiechać, wie, czego chce, obejmuje swoją kobiecość (i męskość!) i chce realizować się w swoim życiu. Jeśli nie może czegoś zmienić, to wie, jak sobie z tym radzić, akceptuje swoją cykliczność, życiowe przypływy i odpływy. Otwiera się na nowe, na nieznane, pozwala swojemu sercu i swojej duszy się prowadzić. Wizja takiego życia ma prawo budzić lęk. To wolne i szczęśliwe życie, a jednak bardzo odmienne od tego, którego nas nauczono…

Jeśli chcesz się sobą zaopiekować, zacząć dbać o siebie i swoje potrzeby, zapoznaj się z ofertą mojego kursu Radykalnej Samoopieki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.