Wewnętrzne dziecko- 4 rzeczy, które musisz o nim wiedzieć.

Spotkania z dzieckiem wewnętrznym odmieniły moje życie. Za niemal każdym moim lękiem, bólem, oporem i nieświadomym schematem stało małe, niewinne dziecko, które potrzebowało… uwagi i obecności. Wcale nie miłości, jakby się mogło wydawać- bo miłość może zabić, kiedy nie jest się na nią gotowym, ale właśnie świadomej obecności. W czasie wielu spotkań z dzieckiem wewnętrznym- moich osobistych, jak i tych, którym miałam zaszczyt towarzyszyć podczas sesji z moimi klientami, zdałam sobie sprawę z tego, jak wiele jest mitów na temat pracy z dzieckiem wewnętrznym. W tym artykule wspomnę o 4 ważnych, ale nieoczywistych rzeczach związanych z dzieckiem wewnętrznym, które mogą Cię zaskoczyć, ale w efekcie przybliżyć do siebie.

1. Wewnętrzne dziecko nie lata na chmurce, tylko siedzi w mrocznej jaskini.

Wewnętrzne dziecko kojarzy się ze spontanicznością, kreatywnością i dziecięcą radością, które czekają na ponowne odkrycie. Z nutką zazdrości patrzymy na ekspresyjnych dorosłych, którzy odważnie wyrażają siebie i przejawiają swoją esencję w swobodnym sposobie bycia, w tańcu, twórczości, śpiewie.

Niewątpliwie za wszystkie te lekkie i przyjemne stany odpowiada nasze dziecko wewnętrzne.

Kiedy jest bezpieczne i szczęśliwe, może być źródłem radości i twórczego życia.

Ale mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że to tylko jedna-  jasna strona mocy. Druga jest mroczna i ciemna. I obie są ze sobą nierozerwalnie związane.

Kontakt z dzieckiem wewnętrznym otwiera nas na tę część psychiki (jaźni), która jest bardzo delikatna, krucha, wrażliwa i czująca. I w zależności od tego, jakie mamy za sobą doświadczenia, ta część może być albo źródłem głębokich wzruszających uniesień, ale może być powiązana z niewyrażonym dotąd bólem i trudnymi emocjami.

Najbardziej bezradni, ufni i delikatni jesteśmy jako dzieci. I jeśli w dzieciństwie nasza ufność została złamana, a nasza delikatność potraktowana emocjonalnym młotem, możemy nosić w sobie pokłady niewyrażonego cierpienia.

Kiedy małe dziecko doświadcza przemocy emocjonalnej czy fizycznej, kiedy rzeczywistość jest zbyt brutalna, żeby można było ją przełknąć, część jego duszy ulatuje z ciała, żeby przetrwać. Potem czeka, często przez lata na ponowne przyłączenie. I daje o sobie znać na różne sposoby: bólem emocjonalnym, odczuciem pustki, poczuciem rozdzielenia, tęsknoty za domem, chorobami itd.

Dlatego otwierając się na swoje dziecko wewnętrzne, otwieramy się na tę swoją wrażliwość- która być może jest poturbowana i zawodzi jękiem o uwagę. Pierwsze spotkanie z dzieckiem wewnętrznym może nie należeć do przyjemnych. Co nie oznacza, że nie jest dobre. Odnalezienie siebie zawsze jest dobre. Jednak im więcej nieuwolnionych traum i niezintegrowanych doświadczeń niesiemy z przeszłości, tym bardziej „brzydkie” i „niewygodne” będzie nasze wewnętrzne dziecko.

Kiedy pierwszy raz zdecydowałam się zajrzeć do swojego wewnętrznego dziecka, była tak przerażona, że bała się, że umrze. Na moją chęć zbliżenia zareagowała komunikatem „jak się do mnie zbliżysz, to sobie z tym nie poradzę”. Czułam się zupełnie bezradna. Nie wiedziałam wtedy, jak nawiązać z nią kontakt i nie umiałam dać sobie tak potrzebnego czasu. Domyślasz się, co myślałam wtedy o tej całej ezo-paplaninie typu „uwolnij swoją kreatywność, daj się ponieść swojemu wewnętrznemu dziecku”. Przyjęcie wewnętrznego dziecka było dla mnie tożsame z przejęciem niewyrażonego dotąd cierpienia i noszonego przez lata bólu.

A jednak.., choć zaglądanie tam było nieprzyjemne, to przynosiło uczucie ulgi. Po każdym takim spotkaniu, z każdym kolejnym odzyskanym milimetrem siebie przychodziło poczucie nadziei, kompletności i wytchnienia. Te odzyskiwane kawałki, choć niewidziane z dnia na dzień, miesiąc po miesiącu odkładały się we mnie i przynosiły poczucie wewnętrznej spójności. Czas odzyskiwania mojego zranionego dziecka wewnętrznego był najtrudniejszym czasem w moim życiu. I jednocześnie najpiękniejszym. Poszłabym po nią do samych piekieł, ponownie, jeśli by było trzeba.

Warto. Praca z dzieckiem wewnętrznym przynosi wewnętrzną wolność, głębokie zrozumienie siebie i scalenie porozrywanego serca. Ale nie oczekuj, że to będzie łatwe i przyjemne. Chmurki będą, uniesienia też. Ale najpierw trzeba zejść do wewnętrznych lochów i ciemnych, zaniedbanych miejsc w sobie.

2. Wewnętrzne dziecko potrzebuje imienia. Nadaj mu imię.

Zranione dziecko wewnętrzne to część naszej psychiki, która potrzebuje być zintegrowana i na nowo przyjęta. Do tej pory odrzucana i wypierana, błądzi gdzieś w otchłaniach naszego wewnętrznego świata, bezimienna, wywołująca lęk i gnębiąca napadami niepohamowanych emocji: nagłego smutku, niezrozumiałej agresji czy wybuchów płaczu. Trudno jest zrozumieć coś, czego nie jesteśmy świadomi i z czym nie mamy kontaktu.

Nadanie wewnętrznemu dziecku imienia pozwala nazwać i oswoić nieświadome dotąd aspekty naszej psychiki: tę część dziecięcą, nieracjonalną, uwięzioną w czasie i powtarzającą wciąż na nowo te same historie. Nadanie imienia wewnętrznemu dziecku pozwala przenieść niezidentyfikowaną wcześniej nieświadomą energię w pole świadomości.

Imienne dziecko to dziecko rozpoznane. A to, co rozpoznane można kształtować, formować, rozumieć i uzdrawiać.

Imię Twoje wewnętrznego dziecka może być tożsame z Twoim imieniem, a może być zupełnie inne. Może być w Twoim ojczystym języku, a może być obcobrzmiące. Niektórzy je po prostu czują. Inni poznają je w czasie wizualizacji, spotkania z dzieckiem wewnętrznym albo w czasie snu. Najważniejsze, żeby zaufać sercu i nie szukać imienia dla swojego wewnętrznego dziecka głową.

Imię wewnętrznego dziecka przyniesie dodatkowe treści i informacje o tym, jaka jest Twoja wewnętrzna esencja i jakie jakości potrzebujesz na tym etapie integrować i wprowadzać w swoje jestestwo. Zrobię oddzielny film o tym, jak znaleźć imię swojego wewnętrznego dziecka.

3. Nie jesteś swoim wewnętrznym dzieckiem.

Wewnętrzne dziecko to część Twojej jaźni, Twojej psychiki, osobowości. Są tam jeszcze między innymi: wewnętrzny rodzic (prywatny opiekun wewnętrznego dziecka, matka albo ojciec, a często oboje), wewnętrzny krytyk, wewnętrzny uzdrowiciel (tego lubię najbardziej), dorosły i wiele innych. Uwaga:  nie jesteś żadnym z nich. Ani nawet sumą ich wszystkich. Jesteś czymś znacznie więcej, ale nigdy czymś skończonym i określonym. Stajesz się, rozwijasz się nieustannie, poszerzając swoją świadomość i integrując kolejne, nieświadome dotąd części swojej osobowości. Zabawie tej nigdy nie będzie końca. Nawet jak osiągniesz pełnię integracji i skompletujesz swoją osobowość osiągając stan przebudzenia, będziesz mieć co robić z wprowadzaniem tego w życie.

Zdarza się, że wpadamy w pułapkę procesu i utożsamiamy się z naszym dzieckiem wewnętrznym. Sytuacja ma swoje dwie strony. Może się zdarzyć, że kiedy odzyskujemy zranione dziecko wewnętrzne, jego ból i silne emocje tak nas zalewają, że zaczynamy się w nich topić. Brakuje wewnętrznego obserwatora i stabilnego wewnętrznego rodzica, który by ukoił wzburzone maleństwo w nas. Wtedy warto sięgnąć po wsparcie i pomoc kogoś, kto utrzyma dla nas bezpieczną przestrzeń, zanim sami nauczymy się to robić dla siebie.

Praca z dzieckiem wewnętrznym wymaga bezpiecznej przestrzeni- to ważne, żeby zwracać sobie to, czego zabrakło w dzieciństwie i dopełniać niewyrażone impulsy w miejscu do tego przeznaczonym. W innym wypadku naplujemy szefowi w twarz, tłumacząc, że dziecko wewnętrzne chciało albo wygarniemy mężowi 20 lat skrywane urazy, bo „stajemy za sobą”. W drugą stronę też można polecieć: jednym z ważnych etapów do odzyskania po straconym dzieciństwie jest wiara w siebie i poczucie własnej mocy. Ale nadal warto pamiętać, że wszystko to, co robimy w procesie uzdrawiania dziecka wewnętrznego jest PROCESEM: ma swoje etapy i potrzebuje odpowiednich warunków. W życiu nadal jesteśmy dorosłymi ludźmi, ze swoimi mocnymi ale i słabymi stronami. Poczucie mocy i siły warto integrować i wcielać w swoje codzienne życie, ale nie ogłaszać się nagle królem czy uzdrowicielem narodów.  

Nie jesteś swoim dzieckiem wewnętrznym. Ty masz dziecko wewnętrzne w sobie. Masz je odnaleźć, wysłuchać, przyjąć, ukochać, zaopiekować się nim. Ale to zawsze jest dziecko. A Ty jesteś dorosłym, który buduje swoje życie, poszerzając je o zintegrowaną już perspektywę swoich wewnętrznych części. Nie zawsze to, czego chce od Ciebie Twoje dziecko wewnętrzne jest tym, co masz zrobić w swoim życiu. Ty masz mu to dawać w środku- w świecie wewnętrznym. I kiedy te wewnętrzne potrzeby będą zaspokojone, dokonasz bardziej świadomego wyboru na zewnątrz- w dojrzałym i odpowiedzialnym życiu.

4. Wewnętrzne dziecko żyje poza czasem.

Dziecko wewnętrzne to ta część Twojej jaźni, która żyje poza czasem. Jeśli np. w wieku 5 lat spotkały Cię trudności, które uniemożliwiały Ci zdrowy rozwój, pewna część Twojej psychiki zatrzymała się w tamtym okresie i nadal czeka ze swoimi potrzebami.  To znaczy, że w pewnych sytuacjach możesz reagować jak 5-latka, choć Twoja dorosła, racjonalna część w ogóle tego nie rozumie. Praca z dzieckiem wewnętrznym zakłada powrót do przeszłości i spotkanie tych małych części w sposób, który będzie dla nich do przyjęcia. To znaczy, że nie mówimy do 5 latka o przymusie powtarzania, nie cytujemy mu badań z psychologii i nie tłumaczymy czym jest teoria poliwagalna. Z 5 latkiem mówimy prostymi słowami, byciem, czuciem, regulowaniem, malowaniem itd. To dlatego ważne jest zrozumienie swoich wyzwalaczy i tego, kiedy do głosu dochodzi nasze zranione dziecko. I w takich momentach, kiedy np. znów nakrzyczeliśmy na partnera albo znów przestraszyliśmy się bliskości, warto przypomnieć sobie, że mamy do czynienia z tą częścią nas, która jest dzieckiem i potraktować to dziecko tak, jak tego potrzebuje – z czułością, uważnością, opieką, ale i re-edukacją. W ten sposób źródło naszych trudności, które pulsuje tam- w przeszłości (czyli w nas już tylko, bo czasu nikt nie cofnie), zacznie się przemienić i wypełniać od środka inną już energią. W ten sposób, działając tu-i teraz w nowy, uważny i opiekuńczy wobec siebie sposób, zaczniesz zmieniać swoją (wewnętrzną) przeszłość i dzięki temu realnie wpływać na swoją przyszłość. Dlatego ta wewnętrzne podróż – podróż po siebie – jest tak głęboka, transformująca i magiczna, jak podróż w czasie.

A czy Ty chcesz podzielić się jakimś swoim odkryciem związanym z dzieckiem wewnętrznym? Nieustannie zachwyca mnie to, jak bardzo indywidualny jest to proces, a jednocześnie spójny- to znaczy, że pewne prawa i zasady powtarzają się w każdym procesie, choć nie ma dwóch takich samych i każdy inaczej przeżywa i doświadcza kontaktu ze sobą i swoją esencją. To pięknie, że jesteśmy tak różni, a jednocześnie tak podobni. Wierzę, że na najgłębszym poziomie łączy nas ta sama Miłość.

1 thought on “Wewnętrzne dziecko- 4 rzeczy, które musisz o nim wiedzieć.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.