Obedrzyj matkę z iluzji.

Pamiętam, jak starsza ode mnie znajoma,  zapytała mnie, czy lecę do Polski na wakacje. „Lecę”, odpowiedziałam. Na co ona radośnie: „tak, nie ma to jak do mamy, u mamy jest najlepiej na świecie”.

Uśmiechnęłam się tylko do tej starszej ode mnie kobiety…. Ona sama mogłaby być moją matką…

I pomyślałam sobie. „Nie, u mamy wcale nie jest najlepiej na świecie. Najlepiej na świecie jest teraz u mnie”. I poczułam tę różnicę. Przypomniałam sobie siebie z czasu, kiedy silnie identyfikowałam się z moją matką, gloryfikowałam ją i nie dopuszczałam ani jednej „złej” myśli na jej temat. Była dla mnie świętą! Matką Boską!… Bolesną. Krytykowanie matki było dla mnie wtedy ciężkim grzechem, a złość na nią wywoływała niekończące się fale poczucia winy. Na szczęście zmierzyłam się z tym tuż po trzydziestce. Można jeszcze później… A można nie zrobić tego nigdy….

Dziecko patrzy na matkę jak na Siłę Wyższą. Od niej zależy jego przetrwanie, jego być albo nie być. Jeden jej ruch i ciepłe mleko wypełnia żołądek. Jedno niezadowolone spojrzenie strąca do piekieł. To ona pierwsza na dziecko patrzy i pierwsza do dziecka mówi.

Wyobraź sobie, że nie masz w domu lustra, a do tego nie masz możliwości zgiąć szyi tak, by obejrzeć swoje ciało. Skąd wtedy wiedziałabyś, że wyglądasz dobrze albo źle? Skąd wiedziałabyś, że czas poprawić włosy? Daj sobie chwilę na wyobrażenie sobie takiej sytuacji. Proszę…

To twarz matki, jej oczy, jej mimika jest dla dziecka najwierniejszym lustrem. To w oczach matki dziecko rozpoznaje siebie. To z jej reakcjami się identyfikuje. Jakiekolwiek by one nie były. I uznaje te reakcje, to odbicie za prawdę o sobie, nawet wiele lat później, choć matczyne lustra są daleko… a może i pogasły…

Nie ma mowy o byciu sobą, o dojrzałości, o pełni, dopóki nie zdobędziemy się na trud i odwagę odarcia matki z iluzji świętości.

Bo nawet jak starała się jak mogła, nawet jak robiła wszystko, co w jej mocy, nawet jak kochała cię jak umiała najbardziej, to zawsze była tylko człowiekiem. W każdym jednym momencie twojego życia była tylko człowiekiem. A my, ludzie popełniamy błędy.

Pomyśl o swojej sąsiadce albo koleżance z pracy. Wymień jakieś jej cechy. Wady, zalety… Rach-ciach i masz już kilka wad, nie? Oczywiście, bo każdy ma jakieś wady, a koleżanka pewnie nie raz zalazła Ci za skórę. Jak myślimy o kimś neutralnym, to łatwo jest być obiektywnym…

A teraz pomyśl o dziecku tej sąsiadki (albo koleżanki), a jak nie ma, to wyobraź sobie, że ma. Zastanów się, jaką byłaby matką. Czy sam fakt posiadania dziecka sprawia, że staje się nieomylna i idealna?

I znów pomyśl o swojej matce… Dojrzała Ty poczujesz podobny obiektywizm jak wtedy, kiedy myślałaś o sąsiadce. Ty-niedojrzała poczujesz się jak dziecko i zaczniesz idealizować matkę. I tak, możesz czuć się teraz rozdarta…

Jeśli irytują Cię artykuły o matczynej ranie, to bardzo prawdopodobne jest, że poruszają Twoją wewnętrzną armię żołnierzyków (Twoje mechanizmy obronne), które mają za zadanie chronić wizerunek Twojej matki.

I już Cię uspokajam. Nie zależy mi na tym, żebyś źle myślała o swojej matce. Nie musisz też nic zmieniać w kontakcie z nią. Mnie chodzi o to, żebyś odważyła się dopuścić do siebie pytania:

Czy widzę siebie taką, jaką jestem naprawdę, czy ciągle tak, jak widzi (widziała) mnie matka?

Czy moja relacja z matką wpływa na moje decyzje? Jak bardzo?

Czy czuję się dojrzałą kobietą i decyduję sama o sobie, nawet jeśli wiem, że nie spełniam oczekiwań matki?

Ile z moich zachowań (działań i myśli) ma na celu chronienie mojej matki , jej dobrego samopoczucia albo jej wizerunku..?

Nawet nie musisz na to odpowiadać. Tylko przeczytaj. I zostaw.

Kiedy zaczynałam pracować z wewnętrznym dzieckiem i uznawać swoją prawdę, musiałam spotkać się z silnym lękiem i poczuciem winy wobec matki. Czułam się, jakbym ją zdradzała.

Zawsze dla niej, z nią (choć mieszkam na drugim końcu świata), z myślą o niej. Żeby jej nie zawieść, żeby ją uszczęśliwić. A nagle skupiłam się na sobie, swoich potrzebach, swoich emocjach- również tych trudnych i również tych, które świadczyły na „niekorzyść” mojej rodzicielki. Przez wiele długich rozpaczliwych tygodni miotałam się pomiędzy uznaniem siebie, tego, co przychodziło od mojej wewnętrznej dziewczynki i domagało się nazwania, a podtrzymaniem iluzorycznej więzi z matką. Przez wiele lat mojego życia ta iluzja była wszystkim, co miałam. Dlatego trwało to tak długo i dlatego nie można niczego przyspieszać, każdy ma swoje tempo i swoją gotowość.

To było jak chodzenie po polu minowym. Co chwila niespodziewany wybuch płaczu,  co kilka kroków jakieś bolesne wspomnienie. Umierałam wewnątrz, umierałam na zewnątrz. Nigdy nie zapomnę wieczoru, kiedy po głębokiej wizualizacji z wewnętrznym dzieckiem i uznaniu MOJEJ prawdy, złość wysadzała mi żołądek, a żal dławił moje gardło, aż dosłownie wyrzygałam emocje.

A potem został rozdzierający na wskroś żal i głęboki smutek.

Płakałam codziennie przez kilka tygodni. Nic dziwnego, że przez tyle lat idealizowałam matkę i podtrzymywałam jej fałszywy obraz w mojej głowie. Ból, który dzięki temu odsuwałam był tak ogromny, że mógłby mnie zniszczyć. Nie bez powodu jesteśmy wyposażeni w mechanizmy obronne… one nas chronią, działają w naszej obronie. Nigdy wcześniej nie byłam na tyle silna, żeby przeżyć ten ból. Dopiero, kiedy zaczęłam się odbudowywać, kiedy ukochałam swoje wewnętrzne dziecko, a do tego pozwoliłam sobie sięgnąć po wsparcie indywidualne, byłam gotowa na to, żeby krok po kroczku, kawałek po kawałku obedrzeć moją matkę z iluzji, którymi karmiłam się jako dziecko.

I jest już dla mnie zwykłą kobietą. I ja mogę być zwykła. Mogę być sobą. Jaka chcę…jaka jestem… Przyjmuję wszystko co mi dała, ale umiem nazwać też to, czego mi od niej zabrakło. Nazywam to.., by dać to już sobie sama.

Jeśli chcesz zacząć uzdrawiać ranę matki i rozpoznać, w jaki sposób wczesna relacja z matką wpływa na Twoje dorosłe życie, dołącz do kursu Wokół Matki we Mnie.

1 thought on “Obedrzyj matkę z iluzji.

  1. W 2013 roku moja matka zmarła. Był ból i rozpacz. Przed tymi wydarzeniami sądziłam, że jeśli moja matka kiedyś umrze to i ja umrę. Tak się nie stało. TERAZ wiem, że nagły brak mojej mamy stał się moją drogą do wolności. Nie zrozum mnie źle, ale śmierć mamy pozwoliła mi żyć po swojemu. Może to być przerażające, że dopiero taka tragedia pozwoliła mi iść swoją drogą, jednak dla mnie to przerażające nie jest. Wszystko jest po coś. 2013 rok był to moment przełomowy dla mnie. Wspominam matkę jako zwykłą kobietę. Miała wady, miała zalety. Kochałam ją. Dziękuję za ten tekst.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.