Kiedy ciało nie jest domem

Jednym z dużych kroków w moim procesie było zdanie sobie sprawy z tego, że moje ciało jest dla mnie trigerem.

Zmęczenie fizyczne nie było tylko zmęczeniem. Nie umiałam odczytać potrzeb ciała i np. odpocząć. Zmęczenie fizyczne wywoływało we mnie poczucie głębokiego smutku, rozdrażnienia, oddzielenia i samotności.

Pojawiające się co jakiś czas niewyspanie nie było tylko niewyspaniem i informacją mojego ciała, że potrzebuje snu. Wprawiało mnie w stan rozdrażnienia, lęku, poddenerwowania i chęci kontroli.

Przez wiele lat nie umiałam zadbać o siebie w takich momentach, zatroszczyć się o swoje ciało i np. wziąć dzień wolny, pozwolić sobie na odpoczynek, odłożyć zaplanowane działania na bok albo zaplanować drzemkę. W takich momentach, zamiast zająć się swoimi potrzebami, zwiększałam swoją aktywność, by „naprawić” to, co rzekoma wprawia mnie w taki zły nastrój i rozwiązać emocjonalne konflikty. Byłam jak w zamkniętym kole:

Niewyspanie czy zmęczenie wprawiało mnie w poczucie rozdrażnienia- szukałam powodu tego rozdrażnienia nie tam gdzie trzeba, np. w moim partnerze- zaczynałam myśleć o problemach w naszym związku- i przechodziłam do działania, np. rozmowy, która oczywiście momentalnie przeradzała się w kłótnię.

Znasz to? Taka wzmożona aktywność i chęć natychmiastowego rozwiązania jakiegoś problemu, choć tak naprawdę ten problem leży gdzie indziej, niż myślisz, a to, co rozwiązujesz to tylko problem zastępczy.

Kiedy zaczęłam świadomie obserwować swoje zachowania i to, jak traktuję siebie w chwilach zmęczenia, bardzo szybko zdałam sobie sprawę, że fizyczne odczucia w moim ciele działają jak triger- wyzwalają dawne emocje, skojarzone z tymi stanami.

Z jakich powodów można być zmęczonym czy niewyspanym?

Są różne możliwości. Można być niewyspanym z powodu ciekawej, długiej rozmowy. Można zarwać noc z powodu ciekawego filmu. Można nie spać z powodu podziwiania pełni księżyca, stresu związanego z wyzwaniami, czekającymi kolejnego dnia. Itd.

Jednak kiedy ja byłam dzieckiem, powodem niewyspania były najczęściej nocne awantury moich rodziców. Obserwowanie, jak rodzice walczą ze sobą, słuchanie, jak się wyzywają, a z czasem uczestniczenie w ich kłótniach (np. w obronie mamy albo chęci pogodzenia ich) było dla mnie wtedy wycieńczające fizycznie, energetycznie i emocjonalnie.

Kolejnego dnia, idąc do szkoły, moim fizycznym odczuciom zmęczenia i niewyspania towarzyszyły bardzo trudne emocje. Czułam się wtedy bardzo samotna, obciążona, czułam bezsens istnienia, takie zapadanie w sobie, uczucie, że nie ma nic, na czym możnaby się oprzeć. Chciało im się krzyczeć i płakać zarazem, jednak nie było ani miejsca ani osoby, przy której mogłabym to wyrazić. W szkole spotykałam rówieśników, nauczyciele prowadzili zaplanowane lekcje… Życie toczyło się dalej, jak gdyby nigdy nic. Jak bym żyła. Jakby wszystko było dobrze. A przecież nie było. A ja wewnętrznie umierałam i rozpadałam się na coraz drobniejsze kawałki.

Takie sytuacje powtarzały się regularnie, choć nieprzewidywalnie. Szkołę kojarzę z jednostajnym, łupiącym z przodu bólem głowy. Długie godziny nauki bez regularnych posiłków, z tym rozpadaniem w środku i dodatkowym stresem związanym z lekcjami sprawiały, że moje ciało było dla mojej duszy bolesnym miejscem. W głowie kłuło, w żołądku ssało, w gardle dusiło, w sercu ściskało. Wszystko z powodu ogromnego stresu i niewyrażonego emocjonalnego bólu.

I po latach, już w dorosłym życiu, zaczęłam zauważać, jak np. uczucie głodu wywołuje we mnie szereg emocji, które teoretycznie nie powinny mieć z nim nic wspólnego. A zwykłe zmęczenie czy niewyspanie sprawia, że jakaś część mnie zapada się, ma ochotę zniknąć, bo wszystko traci dla niej sens.

Zrozumienie tego pozwoliło mi rozpocząć proces zmiany tego, jak traktuję siebie i swoje ciało.

Potrzebowałam wsłuchać się w obecnie doświadczane stany i połączyć je z przeszłymi wydarzeniami. Stanąć tam- na drodze do szkoły, zatrzymać czas i pozwolić tej małej się wypłakać, wyżalić i przede wszystkim uspokoić.

A sobie- dorosłej powiedzieć „wszystko jest dobrze, kochanie, to tylko zmęczenie, jak się wyśpisz, to wszystko wróci do normy, zobacz, tu jest kocyk i poduszka, nie musisz robić teraz nic innego. Niczego nie musisz naprawiać, bo nic się nie zepsuło. Jesteś bezpieczna. Odpoczywaj.”

W miarę, jak udawało mi się tak o siebie zadbać, zdałam sobie sprawę z tego, w jak ogromnym napięciu żyłam przez całe swoje życie. Nie umiałam odpoczywać, nie znałam doświadczenia głębokiej regeneracji, poczucia, że jestem w domu, że jestem bezpieczna w swoim ciele.

Jeśli do tej pory nie czułaś się bezpiecznie, jeśli jesteś przyzwyczajono do bardzo wysokich obrotów energetycznych, jeśli żyłaś w domu pełnym napięcia, lęku, to możesz uznawać, że stan napięcia i pobudzenia jest Twoim naturalnym, spoczynkowym stanem. I wówczas będziesz mieć problem z nic-nie-robieniem. Próby odpoczywania mogą wywoływać w Tobie poczucie zagrożenia i lęku.

A jednak… to zatrzymanie, nic-nie-robienie jest potrzebne, by móc się zregenerować. I kiedy zaczniesz to robić, to może się okazać, że Twoje zmęczenie jest tak ogromne, że nie wystarczy 2-tygodniowy urlop w Grecji ani pójście do łóżka kilka godzin wcześniej. Możesz odkryć, że potrzebujesz zmienić tryb swojego życia. Że to, co inni nazywają odpoczynkiem to tylko początek. Może się okazać, że potrzebujesz przeformułować sposób, w jaki żyjesz, w jaki kontaktujesz się z innymi, w jaki wychodzisz do świata.

I co gorsza- nie znajdziesz gotowych rozwiązań, bo ich po prostu nie ma. Bo mnóstwo ludzi wokół naparza na autopilocie, robi tysiąc rzeczy na raz, wchodzi w kontakt tylko powierzchownie. Bo to, czego się nas uczy, to odhaczanie listy „to do” i osiąganie maksimum swojej wydajności.

Przestawienie się na swój wewnętrzny tryb i na swoje własne tempo życia, pracy i działania może wywoływać wewnętrzny lęk, ale i zewnętrzne niezadowolenie. Może być tak, że wchodząc w swoje naturalne rytmy aktywności i wycofania, wdechu i wydechu, będziesz potrzebowała wycofać się z niektórych działań i kontaktów. Do niektórych wrócisz- nakarmiona i odżywiona, inne odpadną albo się przetransformują. Jedni poczekają, inni odejdą. To w porządku.

Życie i umieranie, przypływy i odpływy. Odwieczne falowanie. W Tobie. We mnie.

Zwróćmy je sobie…

Sięgnij po Twój naturalny R Y T M.

5 thoughts on “Kiedy ciało nie jest domem

  1. To wspaniałe, że się sobą dzielisz. Twoje słowa odbieram jako jednocześnie subtelne i dosadne, odkrywcze i nazywające to, co przeczuwałam. Dzięki.

  2. Sylwia, Kochana. Dziś w pracy pomyślałam o tym, co byś mi powiedziała, jak odpowiedziałabyś mi na moje pytanie – nawet kilka pytań… Niestety żadna odpowiedź w mojej głowie się nie pojawiła. Natomiast wieczorem przeglądając wiadomości odkryłam info od Ciebie, KIEDY CIAŁO NIE JEST DOMEM. To niesamowite jak szybko dałaś mi odpowiedź – nawet kilka odpowiedzi. Czuję się wyciszona, wysłuchana i przede wszystkim pięknie dziękuję za pomoc, za Ciebie i Twoje zranienia, Twoja wysoka wrażliwość, przeżycia… to wskazuje jak bardzo ważną część siebie muszę dostrzec. Dziękuję 🙂 M.

  3. Straszne to jest. Jak jest taki stan zmęczenia to nie mogę z tego wyjść i zamienia się to w jakiś koszmar. Bo nie mogę myśleć i nie wiem co robić, ostatnio np mimo ogromnego zmęczenia Szukałam godzinę kawiarni miejsca by usiąść, oczywiście nic nie znalazłam, więc musiałam odjechać dalej, w efekcie mimo ogromnego niewyspania zmęczenia jeszcze przez wiele godzin chodziłam w kółko bo nie byłam w stanie wymyślić wyjścia z tej sytuacji ani wymyślić sposobu żeby odpocząć. Akurat dziwnie byłam w miejscu gdzie nie było gdzie usiąść.
    Ale gdybym myślała jasno to byłoby inaczej. Myślę że to jest taki rodzaj karania się za zmęczenie. To jest w sytuacji gdy np coś nie przerasta i nie umiem tego rozwiązać a myślę że muszę.
    Np dziś jakaś osoba z rodziny zaprosiła mnie na spotkanie trochę w ostatniej chwili. Z jednej strony czułam że chyba nie zdążę, ale z drugiej bardzo chciałam zdążyć i to był koszmar bo sama się obwiniłam za to że mam mało czasu by tam zdążyć i próbowałam zrobić coś czego nie dało się zrobić. I w końcu zdążyłam kosztem wszystkiego dosłownie. Koszmar.
    Jak się obwiniasz za okoliczności których nie możesz przeskoczyć to próbujesz je przeskoczyć ( bo myślisz że to od ciebie zależy) a wtedy to droga do piekła.

  4. Dziś było też tak że zostałam zaproszona trochę tak, że ta osoba nie zadbała o szczegóły o dogadanie pewnych spraw… A ponieważ rzadko się z nią widuje ( matka) to jakoś nie wiem, pomyślałam że dobrze by było się wyrobić i zdążyć.
    To była koszmarnie zła decyzja, mimo wieku mam w pamięci że kontaktów z matką było zawsze za mało, i teraz w dorosłym życiu nie umiałam spojrzeć na realia na siebie tylko właśnie pisząc to teraz uświadomiłam sobie ze mnie tak zmiażdżyło możliwosc spotkania ze nie patrzyłam na zmęczenie, na brak czasu. Nikt mi nie kazał.
    Tak jakbym straciła kontakt o możliwość logicznego myślenia. Gdzieś głęboko mam wbite że kontakt z nią to okazja ważniejsza niż wszystko choć nie lubię jej i życzę jej żeby zdechła.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.