Powrót do nic-nie-robienia.

nic-nie-robienie

Jak odnaleźć siebie? To najczęstsze pytanie, które otrzymuję od swoich klientów, czytelników bloga i słuchaczy mojego kanału.

I choć  w sieci dużo uwagi poświęca się metodom uwalniania napięć, uzdrawiania wspomnień, procesowania emocji i zmiany przekonań, to mało mówi się o chyba (!) najważniejszym elemencie transformacji. NIC-NIE-ROBIENIE. Czytaj: nic nie rób, nie czytaj, nie pisz, nie słuchaj, nie sprzątaj, nie rozmawiaj, nie myśl, nie analizuj. Odpocznij. Zrób przestrzeń, wejdź w lukę, pozwól temu, co do tej pory przerobiłeś ułożyć się we właściwym miejscu. Oddychaj, bądź.

Żyjemy w ciągłej pogoni. Często brakuje nam czasu żeby odpocząć. Prędzej włączymy internet i wpiszemy w wyszukiwarkę „jak radzić sobie ze zmęczeniem” niż sobie z nim poradzimy, kładąc się spać i odpoczywając. Kultura, w której żyjemy, media, cały ten „świat sukcesu” podtrzymuje nasze wyobrażenie o tym, że szczęśliwe życie znaczy życie pełne wymiernych efektów naszej ciężkiej pracy: awans, pieniądze, wakacje, super auto, markowy ciuch. „Im więcej robię, im więcej mam, tym więcej jestem warta…”- powtarzamy na kolejnych zakrętach wyścigu szczurów.

A co się dzieje, kiedy z wyraźnym zaskoczeniem odkrywamy, że kolejny sukces wcale nie uszczęśliwił, nie zagłuszył echa wewnętrznej pustki wołającej ssaniem w żołądku? Wyznaczamy sobie nowe cele i podnosimy poprzeczkę. „Tamto było nie wystarczające, więc muszę zrobić jeszcze więcej.”

Czym to się różni od narcystycznego rodzica, który widzi swoje dziecko tylko wtedy, kiedy spełnia jego oczekiwania?

Tymczasem drogą do odkrycia siebie jest danie sobie czasu na NIC-NIE-ROBIENIE.

Bycie i doświadczanie. Terapeutyczna bezczynność. Nic nie robić, żeby BYĆ. Nic nie robić, żeby CZUĆ. Nic nie robić, żeby poczuć, że taka, jaka jestem, jestem OK.

Emocje, które pojawiają się w Tobie, kiedy tak sobie nic nie robisz, kiedy świadomie wstrzymujesz się przed działaniem, mogą Cię zaskoczyć. Spróbuj. Nie pięć minut dziennie, ale np. tydzień. Świadomie rezygnuj z zajmowania umysłu konstruktywną i przydatną pożywką, żeby zobaczyć, co napłynie do zwolnionego miejsca.

Cztery lata temu złamałam obie ręce. Wylądowałam w domu na kilka miesięcy, totalnie zależna od mojego partnera. Poczucie bezsilności i bezużyteczności, jakie wtedy czułam, połączone z poczuciem, że aby przetrwać potrzebuję drugiej osoby, wywołały we mnie lawinę wspomnień. Najpierw tylko w postaci wrażeń, odczuć, stanów fizycznych i emocjonalnych, z czasem zaczęły się wyłaniać wspomnienia konkretnych sytuacji. Nigdy tak nie mogłam. W moim życiu nigdy nie było miejsca na nic-nie-robienie, na pełne dysponowanie swoim czasem, na po prostu BYCIE. Byłam rozliczona z każdej godziny spędzonej w samotności. Wróciły wspomnienia komunikatów, które słyszałam w dzieciństwie: „to ty jeszcze nie skończyłaś?”, „co robiłaś?”, „a lekcje odrobione?”, „że niby tym jesteś zajęta?”. Wszystkie nieadekwatne zakazy, wbijanie w poczucie winy, że bawię się, zamiast robić coś przydatnego. „Zajmij się czymś”, „Nie masz nic mądrego do roboty?”. I wiele, wiele innych.

Te wszystkie oczekiwania, żebyśmy były mądre, odpowiedzialne, poukładane i grzeczne odciskają swoje piętno na naszym życiu. Już jako dzieci uczymy się, że o naszej wartości decydują widoczne efekty naszych działań. Chcemy zasłużyć na bliskość i uwagę mamy będąc grzeczne, dobre, miłe, uśmiechnięte, pracowite i zawsze jakieś…. Z czasem coraz bardziej i bardziej zaprzeczamy własnym odczuciom, skrywamy ból za uśmiechem, rezygnujemy z siebie na rzecz bliskości matki, ojca, zapominamy o potrzebie zabawy, odpoczynku. Z czasem zadowolonego z naszych osiągnięć rodzica zastępuje nam szef, sąsiad, drabina rozwoju zawodowego, znajomi na fb.

I dopóki się w tym nie zatrzymamy, nie będzie okazji do zmiany.

Kim jestem, kiedy tego wszystkiego nie robię? Czy jak nie osiągam kolejnych sukcesów to też można mnie kochać? Czy jakbym nie robiła tego, co robię, to nadal czułabym się wartościową osobą?

To, czego doświadczamy w długotrwałym okresie nic-nie-robienia konfrontuje nas z bólem dziecka widzianego tylko za coś. Z bólem odrzucenia, braku akceptacji, z bólem bycia niekochanym.

Zrobię wszystko, żebyś mnie widziała, mamo. Zrobię wszystko, żebyś mnie widział, tato.

Więc kiedy nie robię, pojawia się ten ból. Bo wtedy mnie nie widzicie.

Wejdź w ten ból, daj sobie czas na nic-nie-robienie.

Odłóż książki, wyłącz radio, zrób przerwę w maratonie samorozwoju. Pozwól rzeczom się ułożyć, zobacz, gdzie jesteś, co czujesz, czego chcesz. Pobądź ze sobą. Świat poczeka.

Po przeżyciu tego bólu ich „muszę” będzie mogło zamienić się na Twoje „chcę”.

Powodzenia <3

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *