Lęk przed sukcesem

“Nasz najgłębszy strach nie wypływa z tego, że jesteśmy ograniczeni. Nasz najgłębszy strach wypływa z faktu, że nosimy w sobie bezgraniczną moc.

Tym, czego obawiamy się najbardziej, nie jest nasz wewnętrzny mrok, lecz nasze wewnętrzne światło… Pomniejszanie samego siebie nie służy światu.

Nie powinniśmy wycofywać się, poddawać i kurczyć po to, aby otaczający nas ludzie czuli się bardziej pewnie. Zostaliśmy zrodzeni, aby objawiać sobą wspaniałość Boga. Mieszka ona nie tylko w wybranych – jest w każdym z nas. Gdy pozwalamy promieniować naszemu wewnętrznemu boskiemu światłu, dajemy podświadomie naszym bliźnim pozwolenie na to, aby czynili to samo.”

Marianne Williamson

Bardziej od porażki boisz się sukcesu

Znasz to? Wiesz, że umiesz, niby chcesz, masz kompetencje, a mimo to odkładasz temat w nieskończoność.  Sabotujesz swoje działania. Stwierdzasz nagle, że jednak ci się nie chce. Oczywiście nie poddajesz się tak łatwo, jesteś otwarta na zmiany, dlatego poznajesz coraz więcej mądrych słów, takich jakich „prokrastynacja” czy „syndrom uzurpatora”. Potrafisz wyjaśnić znajomym, na czym polega autosabotaż i jak nieświadome przekonania wpływają na Twoje życie.

Może nawet masz za sobą jakiś kurs rozwojowy, sesje z terapeutą czy coachem.

A mimo to nadal sobie umniejszasz, boisz się uznać swoje światło, masz problem z wycenieniem swojej oferty albo z podniesieniem ceny swoich usług. Brzmi znajomo?

Oto krótki proces, którzy pomoże Ci zidentyfikować źródło Twojego lęku przed sukcesem. Kiedy pracuję z kimś w sesji indywidualnej, trwa on trochę dłużej, tu przedstawiam skróconą wersję, niemniej skuteczną, jeśli poświecisz nieco czasu, by wejść w temat głębiej.

Źródło Twojego lęku przed sukcesem

Wyobraź sobie sytuację Twojego sukcesu. Niech to będzie wizja, w której już coś zrobiłaś, już dokonałaś czegoś, na czym Ci zależy. Masz za sobą to, co do tej pory odwlekałaś. Poczuj się w tym. Zauważ, jak się czuje w tym Twoje ciało w tym (zwizualizowanym, a jednak) doświadczeniu.

I kiedy jesteś w tym stanie, zapytaj siebie, czego się boisz? Co w tej sytuacji może się wydarzyć, czego bardzo nie chcesz i z jakiegoś powodu się obawiasz?

Przykład:

Perpetua (imię zmienione) chcę zarabiać więcej, potrzebuje poprosić o podwyżkę. Prawdopodobnie ją dostanie. Wie, o tym, ale mimo to odkłada rozmowę z szefową.

Sukces: Perpetua dostaje podwyżkę, teraz zarabia więcej, ma więcej pieniędzy, a przez to i możliwości.

Lęki, jakie Perpetua odkrywa w tej sytuacji:

Nie ma z kim świętować sukcesu. Co więcej – kobieta czuje, że musi kłamać albo ukrywać podwyżkę przed swoimi bliskimi, np. przyjaciółką, która zarabia znacznie mniej.

Kolejny lęk:  teraz, kiedy Perpetua zarabia więcej, to czuje się w obowiązku pomóc swojej rodzinie pochodzenia, bo oni mają przecież tak ciężko.

To, co powyżej, to tylko przykład. Każdy znajdzie coś nieco innego. Nigdy nie podpowiadam wyników, prowadzę tak, byś sama odkryła to, co u Ciebie w tej chwili woła o uwagę. Pracujemy z tym, co wypłynie. Dlatego najlepsze rezultaty będziesz miała, jeśli najpierw zidentyfikujesz swoje lęki, a dopiero potem zapoznasz się z dalszą częścią artykułu.  

No już, to nie takie trudne. Zajmie Ci 3 minuty, a notatki możesz zrobić nawet w telefonie?

  1. Jaki swój sukces właśnie odkładasz, sabotujesz?
  2. Jak wyglądałoby twoje życie, twój dzień, jeślibyś to osiągnęła? Poczuj to, wejdź w tę sytuację, a jeśli masz trudność, to odpowiedz sobie na pytanie: „jak czułaby się osoba, która by osiągnęła to, czego ja teraz pragnę”?
  3. Będąc w tej sytuacji, zapytaj siebie „czego się boję?” albo „co mi zagraża?” „co się teraz może wydarzyć, czego bardzo nie chcę?”

Wypisz te obawy i lęki.

Ta-dam!

Co? Już koniec? Nie, ale piękny początek i masz za sobą najważniejszą część procesu. Jesteś świadoma swoich lęków. Nieświadomych dotąd przekonań. To one powstrzymują twój sukces. Ich zidentyfikowanie to połowa sukcesu!

Kolejny przykład:

Kobieta, nazwijmy ją Hermenegilda, pracuje w sesjach, jednak co jakiś czas czuje przed nimi silny opór. Ma za sobą kilka kursów rozwojowych, bardzo dużo uzdrowiła na poziomie emocji, jednak nadal wstrzymuje się przed wprowadzeniem zmian w swoje życie. Ma już wiedzę, umiejętności i zasoby wewnętrzne, potrzebne jej w tworzeniu zdrowych relacji. A mimo to, co jakiś czas robi coś, co samej jej umniejsza. Określa to jako „udawanie głupszej niż jestem” albo „zniżanie się do poziomu rozmówcy”. Czasem wręcz udaje, że nie zauważa toksycznych wobec niej zachowań.

Sukces Hemenegilda określa jako sytuację, w której nie tylko korzysta z sesji i kursów dla wewnętrznej satysfakcji, ale również wprowadza tę wiedzę w życie, stając w swojej obronie, wyrażając swoje zdanie i będąc asertywną w relacjach.

Odkryty lęk: lęk przed samotnością. Ponieważ partner Hermenegildy nie pracuje nad żadną zmianą, nie widzi sensu w rozwoju osobistym i nie chce wprowadzać żadnych zmian w życie, kobieta ma obawę, że stając za sobą i stając się bardziej asertywna, wprowadzi chaos do swojego związku. A w efekcie straci osobę, którą kocha.

Lęki, które tu odkrywamy dotyczą ewentualnej przyszłości, ale mówią nam o naszej przeszłości. Bo przecież nie wiemy, jak będzie. Równie dobrze partner Hermenegildy może być zachwycony jej zmianą i dopasować się do nowego poziomu relacji? Nasz lęk jest jednak zasilany dawnymi bolesnymi emocjami. Te lęki – jakiekolwiek u siebie znalazłaś – nie są wyssane z palca, ale opowiadają o Twoich dawnych doświadczeniach – zapisie w Twoim życiorysie, który tworzy ograniczające przekonanie.

Co więc robimy dalej?

Warto odnaleźć źródło tego zapisu i odczuć emocje z nim związane. Czy to konkretne doświadczenie, czy seria doświadczeń?

Coś, co dotyczyło bezpośrednio Ciebie, czy historia twoich bliskich, którą obserwowałaś jako dziecko? A może tylko słowa, które słyszałaś? Jakieś powiedzenie, slogan?

Działanie i transformacja starych schematów

Nasze lęki mogę okazać się wielopiętrową piwnicą, w której kilka pierwszych poziomów jest zbudowanych w oparciu o rodzinę pochodzenia – przekonania i wierzenia, które przejęliśmy od naszych rodziców. Kolejne, niższe piętra to własna historia i osobiste doświadczenia (te dziecięce, ale i te dorosłe). Jeszcze niższe piętra piwnicy to wpływ kultury i społeczeństwa, np. patriarchatu, z którego właśnie się wyswabadzamy (huuuraaa!), a który od setek lat zasiewa w nas lęk, rywalizację i potrzebę kontroli. Najniższe piętra to kolektywne pole nieświadomości – lęki i bolesne doświadczenia całej ludzkości oraz wynikające z nich przekonania, jak np. to, że wygra silniejszy, więc warto stawiać na siłę, przewagę i dominację. (niektórzy interpretują te najniższe piętra jako wpływ poprzednich wcieleń i nawet to uzdrawiają).

Może się okazać, że jak zaczniesz kopać, to uznasz, że to się nigdy nie kończy. I coś w tym jest.  Dlatego najlepszym uzdrowicielem jest działanie i transformacja starych schematów w praktyce. Wszystko, w co się zagłębiasz ma pomóc Ci w tworzeniu lepszego życia tu, na ziemi. Inaczej jest sztuką dla sztuki. Krok do wnętrza – w głąb ma dać Ci podstawy i siły do kroku na zewnątrz. I dobrze jest dbać o to, by oprócz odkryć wewnętrznych i terapeutycznych prac wykopaliskowych, mieć czas na wdrażanie tych odkryć w życie, w swoją przyziemną codzienność. Dopóki tego nie zrobisz, daj sobie spokój z uzdrawianiem wcieleń?

Napisz list do siebie małej

Wracamy do procesu. Odkrycie źródła własnych lęków pozwoli Ci umiejscowić je w przeszłości. Bez względu na to, z którego pochodzą poziomu, mówią o czymś, co wydarzyło się kiedyś i prawdopodobnie było dla Ciebie bardzo bolesne. Pamiętasz, jak to jest tego doświadczyć? Z pewnością. A czy wtedy, kiedy było Ci trudno był ktoś przy Tobie? Czy miałaś z kim o tym porozmawiać, podzielić się, opowiedzieć? A gdybyś miała wtedy wsparcie, to myślisz, że to zrobiłoby jakąś różnicę? Jakiego wsparcia wtedy potrzebowałaś? Jakich słów?

A gdyby tak dać to sobie teraz? Napisać list do siebie małej, pozwolić ciału (to przecież to samo ciało – ciało tego dziecka, którym wtedy byłaś) wypłakać się, poruszać, wyrazić? I wziąć je w objęcia! To dziecko – siebie – swoje ciało. Z czułym komunikatem, że może i tak było kiedyś, ale nie musi być teraz. Teraz może być inaczej. I że owszem, masz prawo się bać. Ale nie jesteś sama. Teraz jest więcej możliwości, więcej zasobów, by poradzić sobie w ewentualnych trudnościach. Teraz możesz nauczyć się nowych, bardziej konstruktywnych sposobów radzenia sobie z lękiem niż powstrzymywanie się przed działaniem.

Jeśli nie tylko czytasz, ale odpowiadasz na kolejne pytania i robisz ten proces, to znajdujesz już z pewnością jakieś swoje lęki, które powstrzymują Cię przed życiem swoim życiem, uznaniem siebie i stanięciem w swoim własnym świetle. Niżej przytoczę kilka przykładowych, najczęstszych lęków – które są wspólne nam wszystkim. I choć piszę o kobietach i z perspektywy kobiety, to jestem przekonana, że w równym stopniu dotyczą one mężczyzn.

Nie mogę być większa niż…

Niewidzialny zakaz wzrostu i osiągnięć, z którym mierzą się dzieci niedojrzałych emocjonalnie rodziców. Jeśli np. Twoja matka rywalizowała z Tobą, porównywała wasz wygląd, zawłaszczała Twoje sukcesy, przypisywała sobie Twoje zasługi, to możesz mieć poczucie, że owszem- sukces jest możliwy, ale nigdy większy niż… niż matki, niż koleżanki, niż konkurencji itd.

Dziecko nie ma szansy wygrać z rodzicem w tak nierównej walce. Każda sytuacja rywalizacji z własną matką, wyrządza dziecku krzywdę. Jest przegrane na stracie, nie ma szans ze względu na różnicę wieku, możliwości i zależność. Chęć wygranej, chęć rozwoju może być skojarzona z robieniem czegoś przeciwko rodzicowi.

Przykład: za każdym razem, kiedy córka narcystycznej matki ubiera się w coś ładnego, matka zaczyna ją krytykować, mówiąc, że na niej to lepiej leży i że ona w tym wieku była bardzo ładna. Nie ma tu przestrzeni na córkę, a naturalna potrzeba, by ładnie wyglądać zostaje skojarzona z przykrym doświadczaniem bycia porównywaną i w efekcie gorzej wyglądającą od kogoś – o zgrozo, od własnej matki. Przecież nikt nie chce umniejszać własnej matce. Ale każdy ma prawo chcieć dobrze wyglądać… I mamy konflikt.  Regularne doświadczanie takiej sytuacji może zaowocować przekonaniem, że „mogę wyglądać dobrze, ale nie za dobrze”- bo wtedy zjawi się ktoś, kto mi to pokaże. To na wszelki wypadek będę wyglądać źle. Albo przynajmniej się tak czuć. Z czasem głos matki zostanie zinternalizowany do tego stopnia, że córka sama będzie sobie umniejszać i czuć się fatalnie za każdym razem, kiedy spojrzy w lustro.

Jak pojawią się trudności, to nikt mi nie pomoże, nie będę mogła liczyć na wsparcie

Lęk przed sukcesem i odkładanie w nieskończoność tego, na czym nam zależy może wiązać się z doświadczeniem odrzucenia w sytuacjach, w których potrzebowałaś pomocy i wsparcia. Jako dzieci potrzebujemy czuć, że mamy za plecami stabilne wsparcie. Że w razie potknięcia, jest do kogo wrócić. Że jak coś nie wyjdzie, jak upadniemy, to jest ktoś, przy kim można opatrzeć rany. Matka i ojciec. Rodzic, który przytuli i powie:

„Już dobrze, jestem przy Tobie” –  kiedy masz 4 lata i boisz się ciemności.  albo „Tak, wiem, widzę, że to dla Ciebie trudne, jak mogę ci pomóc?” – kiedy masz 10 lat.

Każde nowe wyzwanie niesie za sobą ryzyko niepowodzeń i trudności. Potrzebujemy innych ludzi. Jako dorośli również. Ale jeśli mamy bolesny zapis, że w razie trudności nie możemy na nikogo liczyć, podejmowanie nowych wyzwań może napełniać lękiem bez względu na to, czy mamy 15, czy 55 lat.

Kiedy sięgniesz po swój sukces, to będzie Ci trudno. Wiele razy. I będziesz musiała robić rzeczy, o których nie masz pojęcia. I masz prawo się tego bać. I przede wszystkim masz prawo, ba! obowiązek sięgać po potrzebne Ci wsparcie. Czasem to wsparcie nie nadejdzie od razu, czasem ktoś odmówi i to przywoła trudne wspomnienia i dawne emocje. Ale to nie zmieni tego, że masz prawo sięgać i prosić o pomoc. Kiedyś wsparcie rodzica było jedynym dostępnym wsparciem i kiedy on odmówił (albo nie potrafił) to koniec świata. Teraz – jako dorosła osoba możesz szukać do skutku i możesz zadbać o swoje wsparcie. Tym razem może być inaczej.

Jak mi się uda, to zawsze już będę musiała utrzymać poziom

Czasem wolimy nie pokazać swojego talentu czy nie osiągnąć sukcesu, bo nie chcemy czuć presji, że teraz to już musimy tak zawsze. Wiele osób, które np. wydały pierwszego e-booka i sprzedały go z sukcesem, czuje opór przed napisaniem kolejnego. Po zajrzeniu w ten opór okazuje się, że siedzi w nim małe, zlęknione dziecko, które boi się, że to się „tylko udało” albo że jak spróbuje drugi raz zrobić coś z sukcesem, to nie tylko się nie uda, ale jeszcze wyda się, że ten pierwszy raz był „udawany”. Sama pamiętam, jak po pierwszym kursie on-line bałam się wyjść z kolejnym i dosłownie wyobrażałam sobie, że jak coś nie wypali, to przyjdzie ktoś do mojego domu, zapuka i powie „a ty kłamczucho jedna, to ty tylko udawałaś taką mądrą”. Teraz się z tego śmieję, ale wtedy nie było mi do śmiechu. Jeśli znasz ten temat, poczytaj o syndromie uzurpatorki.

„Takie grzeczne dziecko było, a teraz patrz, co wyprawia” – znasz to?

„Brawo, masz świadectwo z paskiem, teraz musisz je utrzymać, staraj się”.

To tylko przykłady sytuacji, w których jako dzieci uczymy się, że osiągnięcie sukcesu to nie tylko radość, ale przede wszystkim presja i oczekiwania, żeby utrzymać podobny, a najlepiej jeszcze wyższy poziom.

A gdyby zwrócić sobie prawo do życia bez tej presji? Sukces jest sukcesem i nie musisz od razu lecieć serią. Możesz coś osiągnąć, zrealizować jakieś swoje pragnienie, a możesz sobie odpuścić. LUZ. Totalny luz. To, co osiągnęłaś jest Twoje bez względu na to, co dalej.

Jak mi się uda, to będą mi zazdrościć i źle życzyć. A przyjaciele odwrócą się ode mnie.

Mam to szczęście towarzyszyć wielu cudownym kobietom, które mimo trudnej przeszłości stawiają na szczęśliwą przyszłość i stają za sobą tu i teraz. I regularnie słyszę o tym, jak sięgając po swoje szczęście, dbając o siebie, transformując stare, skostniałe schematy, tracą dotychczasowe relacje. To bolesna część procesu, ale tak też się zdarza. Prędzej czy później znajdzie się ktoś, kto Twój sukces odbierze jako osobistą zniewagę. Nie masz na to wpływu. To, co możesz zrobić, to wspierać siebie i inne kobiety w odkrywaniu własnego światła.

To światło czasem kogoś oślepi. Oślepiona osoba może oczekiwać, że przygaśniesz po to, by ona mogła tkwić w swojej ciemności. Niektórzy przywykną po jakimś czasie, zainspirują się, przemyślą i sami zaczną świecić. Tak czy inaczej, będziesz miała jasność, na czym bazuje dana relacja.

Podobne doświadczenia mogą przywołać w Tobie wspomnienia z dzieciństwa, kiedy mama była najbardziej dostępna i najbardziej kochająca, kiedy działa Ci się krzywda, byłaś chora albo doświadczałaś niepowodzeń. Z kolei nie wiedziała, jak się zachować, kiedy chwaliłaś się czymś, byłaś radosna, szczęśliwa. Znasz to?

 „Nie ciesz się tak na zapas”.

 „To jest zbyt piękne, by mogło być prawdziwe”.

Czy masz czasem wrażenie, że Twoje relacje z kobietami opierają się na biadoleniu i narzekaniu na to, jak to jednej z was ciężko? Albo obu na raz – to dopiero więź! Może się okazać, że kiedy staniesz w swoim świetle, kiedy sięgniesz po swoje szczęśliwe życie, odczujesz jednocześnie lęk przed utratą relacji. Co gorsza – adekwatny lęk, bo jeśli od początku budujemy relację na umniejszaniu sobie lub innej kobiecie, to zmiana może być bardzo trudna, wymaga zaangażowania obu stron. I nie każdy jest na to gotowy. Pytanie, czy Ty będziesz gotowa znieś ewentualny ból rozstania, by stanąć za swoim światłem? Czy raczej zrezygnujesz ze swojego światła i porzucisz siebie za możliwość pozostania w relacji..? A może uda Ci się pogodzić jedno z drugim?  I znów wracamy do dziecka i mamy… Kiedyś nie mogłaś, teraz i owszem.

Dowiedz się w jaki sposób dzieciństwo wpływa na Twoje obecne życie i Twoje relacje. Weź udział w warsztacie on-line „Wokół matki we mnie”, podczas którego pomogę Ci rozpoznać i przetransformować ograniczające schematy.

3 thoughts on “Lęk przed sukcesem

  1. Po przeczytaniu tego tekstu ,uświadomiłam sobie po raz kolejny jak duzy mam problem.Nie potrafie szczerze przyjać komplementu nie mowiąc o reszcie.DZIEKUJE bardzo za przyklady ktore pozwoliły mi postawić mały krok ku światełku.Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.