Jak odseparować się psychicznie od matki by stać się dojrzałą kobietą?

Jednym z kryteriów dojrzałości jest posiadanie własnej autonomii. Jako autonomię rozumiem samodzielność, niezależność i odpowiedzialność za siebie. Dążymy do niej naturalnie, od dziecka. Wystarczy nam nie przeszkadzać.

Dziecko, choć na początku związane z matką symbiotycznie, w miarę rozwoju coraz bardziej dąży do samodzielności. Dzieje się to naturalnie- na różnych etapach rozwoju, np. kiedy raczkując sprawdza, na ile może oddalić się od matki i pozostać z nią w kontakcie albo w czasie nastoletnim, kiedy stanowczo wyraża swoje poglądy i opinie, również te, które różnią się od opinii rodziców. Czy będzie mogło utrzymać z nimi relację, pozostając w swojej autonomii? Czy kiedy stanie mocno w swoich poglądach, nadal pozostanie widziane i kochane? A no właśnie…

„Dziecko może się zdrowo rozwijać, kiedy zaspokojone są jego symbiotyczne potrzeby, takie jak potrzeba ciepła, ochrony, miłości, przynależności do rodziny oraz kiedy wspierane są jego dążenia do samodzielności”. Franz Ruppert

W zdrowej rodzinie opiekunowie dbają o potrzeby swoich dzieci, wspierając jednocześnie ich dążenia do samodzielności. Oba te warunki muszą być spełnione, żeby możliwe było osiągnięcie autonomii w dorosłym życiu. Nie jest to możliwe w rodzinach toksycznych, kiedy jedno albo dwoje rodziców ma nieuzdrowione traumy albo kiedy rodzice sami nie osiągnęli swojej autonomii.

Niestety, wiele dorosłych już ludzi nadal jest połączonych psychicznie ze swoimi matkami.

Może być tak, że jesteś daleko od matki fizycznie. Może ona już nie żyje albo nie utrzymujesz z nią kontaktu. A jednak, nadal jesteś od niej zależna i mimo dorosłego wieku nie doświadczyłaś samodzielnego, autonomicznego życia.

Dlatego jednym z wyzwań, jakie stoją przed córkami i synami toksycznych matek jest psychiczne oddzielenie się od swojej rodzicielki. Dopóki rana matki nie jest wygojona, a ból wyniesiony z relacji z nią uznany, pozostajemy w pozycji dziecka, które czeka.

Czaka na miłość.

Czeka na opiekę.

Czeka na uznanie.

Akceptację.

Na pozwolenie.

Głos matki pozostał w Twojej głowie. Wrósł w Twoje serce. I nie ma problemu, jeśli jest dobry, ciepły wspierający. Może być jednak tak, że zinternalizowałaś czyli uznałaś za własne te słowa matki, które były wobec Ciebie krzywdzące, umniejszające, poniżające i okrutne.

Może być tak, że to nawet nie są słowa. „Moja mama nigdy nie mówiła do mnie tak, jak ja czasem mówię do siebie w swojej głowie”- słyszę czasem w sesjach. Może też być tak, że nie pamiętasz konkretnych słów czy sytuacji. Czasem to było tylko spojrzenie. Albo jego brak. Odwracanie wzroku, kiedy się uśmiechasz albo dzielisz radością. Nie było słów, ale był przekaz. Jasny, choć niewerbalny. I teraz Ty według tego przekazu żyjesz, traktujesz siebie tak, jak nakazuje niewypowiedziany wprost komunikat matki wobec Ciebie.

Kiedy ten bolesny „przekaz” matki staje się naszym wewnętrznym monologiem i utrudnia zachowanie autonomii?

Dzieje się tak w dwóch sytuacjach. Pierwsza z nich ma miejsce wtedy, kiedy relacja z matką jest w jakiś sposób zaburzona. Dziecko nie może się swobodnie rozwijać, kiedy matka jest na przykład nadopiekuńcza, zaborcza albo kontrolująca i hamuje dążenia dziecka do autonomii i samodzielności. Może to robić na różne sposoby, jednym z nich jest np. wbijanie w poczucie winy za każdym razem, kiedy dziecko zrobi coś inaczej, niż oczekuje tego matka albo straszenie konsekwencjami „oddalania się” od niej. Dziecko nie może iść w swoją stronę, nie może się usamodzielniać, bo niesie to ryzyko utraty albo osłabienia kontaktu z matką. A to zbyt duży koszt dla dziecka- które jest od matki zależne. Poczucie winy  to potężne narzędzie kontroli i często działa nawet wtedy, kiedy kontroler jest już nieobecny.

Druga sytuacja, w której nie jest możliwe rozwijanie autonomii ma miejsce wtedy, kiedy matka jest niedostępna emocjonalnie i nie reaguje na potrzeby dziecka. Ponieważ zabieganie o matkę i skupienie na poszukiwaniu z nią kontaktu pochłania większość życiowej energii, trudno o czas i przestrzeń na poznawanie siebie, eksperymentowanie, doświadczanie i budowanie wewnętrznej odrębności.

W obu sytuacjach dziecku brakuje niezbędnej do zdrowego rozwoju więzi, która nie urywa się, kiedy dziecko sięga po samodzielność.  W obu sytuacjach dziecko zaczyna scalać się energetycznie z matką, jej głosem i niewerbalnym przekazem.

Ten zinternalizowany, bolesny przekaz mówi „daj spokój, jesteś do niczego” albo „nigdy ci się to nie uda”, „to nie dla ciebie” albo „jesteś na to za mała” czy „musisz zrezygnować z siebie dla mnie”. A Ty żyjesz tak, jakby ten przekaz był prawdą o Tobie.

Tymczasem nie jest.

Uwierzyłaś w to, bo to pozwalało Ci przetrwać i dawało nadzieję. I chroniło przed ogromnym bólem. Bólem dziecka, którego potrzeby nie były rozpoznane. Dziecka, które pragnie bliskości matki i robi wszystko, żeby ją uzyskać. I winę za niepowodzenia w tej relacji bierze na siebie.

Ale to nie była Twoja wina! I choćbyś stawała na rzęsach, to za relację dorosłego z dzieckiem odpowiedzialny jest dorosły.

Teraz już nie jesteś dzieckiem i nie możesz oczekiwać od drugiej dorosłej osoby (Twojej matki ani nikogo innego), że da Ci to, czego zabrakło Ci w dzieciństwie. A jednak- to dziecko w Tobie jest i czeka na matkę. I bardzo jej potrzebuje. Ale to już nie jest związane z Twoją biologiczną matką- tylko z Tobą, Twoim wnętrzem. I teraz Ty- jako dorosła już osoba możesz wziąć odpowiedzialność za swoje wczesnodziecięce potrzeby. Jednak zanim zaczniesz sobie matkować i wypełniać deficyty swojego dzieciństwa, potrzebujesz oddzielić się psychicznie od swojej matki.

Ona to ona.

Nie jesteś i nigdy nie byłaś odpowiedzialna za jej emocje.

Nie jesteś już od niej zależna.

Nie potrzebujesz pytać jej o zgodę, kiedy podejmujesz decyzje o swoim życiu.

Nie musisz czekać na jej pozwolenie czy aprobatę, żeby móc realizować swoje potrzeby.

I to nie Ty jesteś odpowiedzialna za jej potrzeby, pragnienia i to, w jaki sposób żyje. To jej.

Oddzielenie się od matki w dorosłym życiu to tak naprawdę oddzielenie się od tego wewnętrznego głosu, który mówi Ci, że nie jesteś wystarczająco dobra. To uwolnienie się od poczucia winy, że nie spełniasz czyichś oczekiwań, od poczucia winy, że czujesz to, co czujesz i od lęku, że jeśli pozwolisz sobie na bycie sobą, to kogoś stracisz.

Co zrobić, żeby odseparować się psychicznie od swojej matki?

  • Pierwszy krok to ZROZUMIENIE, że matka jest odrębną istotą, która co prawda miała na Ciebie ogromny wpływ, ale ONA TO ONA. Nigdy nie byłaś i nie jesteś odpowiedzialna za to co mówi i jak się zachowuje. To, że w dzieciństwie przypisywałaś sobie winę za emocje czy raniące Cię zachowania matki to wynik mechanizmów obronnych. To taki system ratunkowy, który pozwala przetrwać i zachować tak potrzebną do życia relację i poczucie przynależności. Dziecko, które doświadcza przykrości, odrzucenia, przemocy, krzywdy.. od matki, doświadcza ogromnego dysonansu i wewnętrznego rozdarcia.

Z jednej strony mamy osobę, która jest najbliższa, którą kochamy i której potrzebujemy.

A z drugiej strony kata (mocne słowo, wiem)- kogoś, kto wyrządza krzywdę, kto jest źródłem cierpienia.

Normalnie przed krzywdą chroni rodzic… ale tu jest ten konflikt- bo te dwa skrajne zachowania są w jednej osobie. Taki dysonans jest trudny do pomieszczenia nawet dla dorosłego. A dla dziecka nie do udźwignięcia. I żeby nie trzeba było tego w małym ciałku mieścić i odczuwać ogromu cierpienia związanego z tym potężnym dysonansem, na ratunek przychodzi armia mechanizmów obronnych, takich jak np. wyparcie, dysocjacja albo właśnie „zlanie się” z osobą matki.

Ofiara utożsamia się z katem, żeby nadal móc przy kacie trwać.

Dziecko uznaje, że skoro matka czy inna bliska osoba je krzywdzi, to znaczy, że musi mieć ku temu ważny powód. I sobie przypisuje winę. Taka strategia chroni przed bolesną prawdą- „rodzic mnie krzywdzi, nie jestem bezpieczna” i co więcej- daje nadzieję i namiastkę poczucia sprawczości.  Dziecko, które wzięło na siebie odpowiedzialność za krzywdy doświadczane od matki, będzie próbować tak zmienić siebie i swoje zachowanie, żeby kochana mama nie musiała już mu więcej tej krzywdy wyrządzać. Oczywiście to nie możliwe- bo matka to matka i tylko ona może mieć realny wpływ na zmianę swoich zachowań. Na nic świadectwa z czerwonym paskiem, czytanie w myślach, bycie grzeczną dziewczynką i odgrywanie różnych ról. Ale dziecko tego nie wie. I to, że tego nie wie jest na tym etapie błogosławieństwem, bo świadomość, że jest się krzywdzonym przez bliskich byłaby dla niego nie do udźwignięcia. O wiele łatwiej jest uznać, że bliscy kochają- a to z dzieckiem jest coś nie tak. Świadomość krzywdzonego przez matkę dziecka rozszczepia  się na dwie części- jedna z nich, zraniona jest wypychana ze świadomości, a druga zaczyna identyfikować się z krzywdzicielką, przejmować jej sposób reagowania i traktowania.

Dziecko odrzucane przez rodzica nie odrzuci rodzica. Odrzuci siebie.

Niestety cały ten scenariusz utrwala się i jest kontynuowany nawet w dorosłym życiu, kiedy matka jest oddalona fizycznie. Sami siebie traktujemy tak, jak kiedyś nas traktowano. I sami wobec siebie stajemy się tym katem, krytykiem, przemocowcem. To wszystkie te sytuacje, kiedy w momencie porażki besztamy się z błotem, zamiast pocieszyć. To chwila w lustrze, kiedy pojawia się myśl „i co się tak gapisz, jesteś beznadziejna”. Najbliższa osoba- teraz już my i nasze wnętrze- traktuje nas tak, jak ta pierwsza najbliższa nam osoba.

Dlaczego tak trudno jest zrezygnować z tych toksycznych głosów w swojej głowie?

Bo dają złudzenie więzi. Dopóki traktujesz siebie tak, jak traktowali Cię rodzice, oni „są blisko”, a do tego nie musisz konfrontować się łamiącą (choć też otwierającą) serce prawdą. Potraktowanie siebie inaczej to jak dopuszczenie do głosu tej potwornej świadomości, że rodzice nie mieli racji. To bolesna świadomość. Rozrywa serce. Ale to PRAWDA.

Nie mieli racji.

Nie mieli prawa Cię krzywdzić.

Nikt nie miał prawa.

Nawet, jak bardzo się starali, Ty mogłaś nie czuć się kochana tak, jak tego potrzebujesz.

Konfrontacja z tą niewygodną świadomością- że ktoś kochany, ktoś bliski mógł jednocześnie sprawiać ból rozpoczyna proces indywiduacji w dorosłym życiu.

  • Drugi krok to KONTAKT Z EMOCJAMI.

Zrozumienie wynikające z pierwszego kroku naturalnie wywoła głęboki, emocjonalny proces związany z uznawaniem siebie i swojej odrębności. Przeżycie żałoby po trudnych doświadczeniach pozwala zbudować się na nowo. Może pojawić się wiele mniej i bardziej intensywnych uczuć: żal, smutek, rozgoryczenie, bezsilność.

Jednak etap, który w moim osobistym odczuciu najbardziej pomaga odseparować się psychicznie od rodzica to etap przeżywania GNIEWU. To czas, kiedy uznajemy siebie, swoje emocje, swoje prawa i stajemy po swojej stronie- po stronie krzywdzonego dziecka, które nie miało wtedy nikogo, kto by je obronił oraz wyrażamy stanowczy wobec tego sprzeciw. Ten, kto miał chronić- krzywdził i kiedy zdamy sobie z tego sprawę, nasz gniew staje się zupełnie uzasadniony i zaczyna rozpalać nasze wnętrze. To pod wieloma względami trudny czas.

Nie jest łatwo dać sobie prawo do odczuwania gniewu, nawet jeśli wiemy, że jest uzasadniony. Mogą pojawić się wyrzuty sumienia, uczucie bycia nielojalnym wobec swojej rodziny, uczucie bycia „wyrodnym dzieckiem”. W naszej kulturze o matce się źle nie mówi. A nie daj bosze o matce nieżyjącej. To już w ogóle.

A jednak- to właśnie uznany i przeżyty gniew daje nam siłę do oddzielenia się od matki i wprowadzenia potrzebnych zmian do swojego życia. To właśnie gniew wyciąga nas z pozycji bezsilnej ofiary i daje zastrzyk energii potrzebnej do wewnętrznej i zewnętrznej transformacji.

I nie mówię o furii, wściekłości i przemocy. Nie musisz wyrażać swojego gniewu w relacji z rodzicem, a przynajmniej nie w czasie, kiedy jesteś w intensywnym procesie uzdrawiania dzieciństwa. Mam na myśli kontakt ze swoim „świętym gniewem”, z tą mocą w Tobie, która mówi „dość!”, „nie wolno!”, „nie będziesz mnie już krzywdzić!”. Zdarza się, że zanim pozwolimy sobie na swój własny gniew, potrzebujemy, by ktoś się za nami wstawił, żeby ktoś nam go zamodelował. Często obserwuję, jak podczas prowadzonych przeze mnie warsztatów, to właśnie głos grupy wsparcia staje się tym, co dodaje sił do walki i troski o siebie. Łatwiej jest nam się oburzyć na informację, że jakieś dziecko zostało np. uderzone w szkole. Trudniej jest skontaktować się z tym samym oburzeniem na fakt, że kiedyś to my byliśmy krzywdzonym dzieckiem.

Szalenie istotne na tym etapie jest zachowanie odpowiedniego tempa procesu i zadbanie o bezpieczną przestrzeń- czyli taki czas i takie otoczenie, które nie osądza, nie ocenia, nie poucza, a jest i wspiera. Może to być relacja terapeutyczna, jeśli jesteś w terapii indywidualnej, może to być grupa wsparcia. Nie każda spotkana osoba ucieszy się z Twojego gniewu na rodziców. Ten, kto sam nie wygoił swojej rany matki, może chcieć jak najszybciej Cię pocieszyć albo „przywołać do porządku”, bo Twoje emocje poruszą w nim to, na co w tej chwili nie ma przestrzeni (pamiętaj, że to ok i nikogo nie namawiamy na zmianę, każdy sam wie, kiedy jest jego czas).

„Weź się już w garść”, „nie przesadzaj, inni mają gorzej”, „ileż się można w tym dzieciństwie grzebać” – to przykłady częstych komunikatów, które padają na tym etapie od osób postronnych, z którymi mniej lub bardziej bezpośrednio próbujemy podzielić się tym, co właśnie przeżywamy.

I żeby było jasne- nie każdy Cię zrozumie. Ludzie będą Ci radzić, pocieszać Cię, wyciągać na siłę z dołka, dawać wiele dobrych rad, oceniać to, co przeżywasz. Będą to robić tym bardziej, im bardziej niekomfortowo czują się z Twoimi emocjami. Twoim zadaniem jest znaleźć taką przestrzeń, jakiej potrzebujesz i sięgnięcie po nią. Twoi przyjaciele, Twój partner, Twoi współpracownicy, mimo dobrych chęci mogą nie być w stanie wesprzeć Cię tak, jak tego potrzebujesz i to zupełnie w porządku. To, z kim dzielimy się naszym wewnętrznym światem i przed kim otwieramy serce oraz na jakich warunkach to robimy to część SAMOOPIEKI EMOCJONALNEJ.

  • Kolejny krok to ODNAJDYWANIE SIEBIE.

Świadomie napisałam „odnajdywanie” a nie „odnalezienie”. Bo to proces, a nie zdarzenie. Zwrócenie sobie prawa do przeżywania własnych emocji, również tych, które wyrażają sprzeciw wobec dawnych zachowań matki, nakręca pożądaną spiralę zwracanie sobie różnych innych praw.

Jesteś oddzielna. Czujesz, co czujesz, a nie to, co matka chce, żebyś czuła.

To znaczy, że możesz myśleć inaczej, niż matka.

To znaczy, że możesz dokonywać własnych wyborów, również takich, które Twojej matce mogłyby się nie spodobać.

To znaczy, że możesz decydować w pełni o swoim życiu, i o ile to nie krzywdzi innych ludzi, możesz robić w nim, co Ci się żywnie podoba.

To znaczy, że nie musisz już czekać na niczyje pozwolenie (żeby wziąć wolne, żeby sobie kupić to, czego potrzebujesz, żeby zjeść to, na co masz ochotę, żeby odmówić, jak Ci coś nie pasuje, żeby być szczęśliwą).

Odnajdywanie siebie to przygoda do końca życia. To zweryfikowanie swoich przekonań, wartości, sposobów działania pod kątem ich pochodzenia: czy to Twoje, bo tak wybierasz, czy może ktoś Ci to narzucił, a Ty uznałaś za własne. To na przykład uznanie, że choć całe życie w Twoim domu ubierano choinkę w dzień Wigilii i Ty to przejęłaś na wiele lat, od teraz będziesz ją ubierać już na początku grudnia. Bo tak chcesz i tak lubisz. To zaznaczenie w zdrowy sposób granic i powstrzymanie Twojej matki przed posprzątaniem Twojego mieszkania (jeśli nie chcesz, by to robiła) czy skomentowania Twojego wyglądu, mimo że ona poczuje się odrzucona. To jej emocje, pamiętasz?

Etap odnajdywania siebie może trwać do końca życia. Początkowo bywa trudny, bo odrzucenie tego, co nie jest „nasze” może wywołać pustkę i poczucie zagubienia. Jest ono jednak chwilowe- i bardzo potrzebne- stoi za nim pragnienie zmiany, wprowadzenia w swoją życiową przestrzeń działań, relacji, zmian, które są zgodne z naszą naturą, wartościami, które odzwierciedlają to, kim jesteśmy- unikalną, niepodobną do nikogo autonomiczną istotą ludzką.

Po czym rozpoznasz, że zaczynasz się oddzielać od swojej matki i że stajesz w swojej autonomii? (za Murray Bowen)

– To, co dzieje się w Twojej rodzinie pochodzenia nie absorbuje Cię tak, jak kiedyś, nie pochłania Twoich myśli, nie wywołuje intensywnych emocji i nie angażuje automatycznych działań ratunkowych.

– Potrafisz z większym obiektywizmem obserwować to, co dzieje się w Twoim domu rodzinnym i wybrać, że się w to nie angażujesz, jeśli nie chcesz.

– Rozpoznajesz coraz więcej schematów, demaskujesz mity i fałszywe przekonania, które do tej pory kierowały Twoim życiem, a których nie byłaś wcześniej świadoma. 


„Całe życie człowieka jest niczym innym, jak tylko procesem rodzenia samego siebie. W istocie, zanim umrzemy, powinniśmy się w pełni narodzić – chociaż tragicznym losem wielu ludzi jest to, że umierają, zanim zdążą się narodzić.” E. Fromm

Jeśli chcesz przyjrzeć się temu, w jaki sposób Twoja wczesna relacja z matką wpływa na Twoje życie, dołącz do 3-tygodniowego warsztatu Wokół Matki we Mnie. Startujemy 7 lutego 2022.

3 thoughts on “Jak odseparować się psychicznie od matki by stać się dojrzałą kobietą?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.