Wewnętrzna pustka, wewnętrzne dziecko…

Każdy z nas ma swoją własną definicję wewnętrznej pustki. Moja była jak „czarna dziura”- cokolwiek bym do niej nie wrzuciła, to ona zamiast się wypełniać, pożerała to i nabierała tylko na sile. Ale wrzucałam tam nie to, co trzeba: osiągnięcia, które nie dawały mi radości, sukcesy, które nie były „moje”, pieniądze, rzeczy, znajomości…

Miałam taki zwyczaj: regularnie prosiłam mojego partnera, żeby powiedział mi coś „dobrego”. Zgłaszałam się po to za każdym razem, kiedy było mi smutno, kiedy czegoś i brakowało. Za każdym razem oczekiwałam innej odpowiedzi, a na dodatek z żadnej nie byłam zadowolona. Swoją drogą, to fundowałam mu niezłe ćwiczenie na kreatywność 😉

Aż któregoś razu, jak chciałam znów go poprosić, żeby powiedział mi coś, co poprawi mi nastrój, zatrzymałam się i postanowiłam z tym posiedzieć, pobyć. Bardzo szybko okazało się, że nie ma takich słów, które zapełniły by tę moją bezdenną wtedy pustkę. Nic, co przychodziło z zewnątrz nie miało najmniejszego wpływu na to, jak się wtedy czułam.

Żyłam w poczuciu bliżej nieokreślonej tęsknoty. Czegoś mi brakowało, ale nie wiedziałam do końca czego. Zawsze było „nie tu”, „nie tak”, zawsze było jakieś „ale”.

Paradoks polega na tym, że nie zrobiłam zupełnie nic, żeby tę pustkę wypełnić. Nie bezpośrednio. Jednak im dłużej pracowałam z wewnętrznym dzieckiem, tym uczucie pustki było mniejsze, płytsze, cichsze… A oto wnioski, do jakich doszłam w czasie swojego procesu.

Ta wewnętrzna pustka to dziura emocjonalna wyżłobiona nam w czasie naszego dzieciństwa.

To te wszystkie części nas samych, które musieliśmy opuścić,  żeby móc przetrwać.  To wszystkie nasze emocje, których nie mogliśmy wyrazić, to wszystkie słowa, których nie mogliśmy wypowiedzieć. To niewyrażone części nas samych, które zostały stłumione, zignorowane, stłamszone albo wykorzystane przeciwko nam.  Za każdym razem, kiedy byliśmy zmuszeni do rezygnowania z siebie, to w to miejsce pojawiała się pustka… Pustka po nas samych.

Ta pustka to nic innego jak tęsknota za sobą- za tymi częściami nas samych, które musimy odnaleźć i zintegrować.

Łatanie dziury, wypełnianie pustki.

Najprostszy (choć wcale nie łatwy) sposób to odnalezienie swojego wewnętrznego dziecka. To małe dziecko, którym wtedy byłeś, byłaś, często zaniedbywane emocjonalnie, nie otrzymujące uwagi i bezwarunkowej miłości, lekceważone, zawstydzone, bite… ono wtedy nie miało wyboru, nie miało wyjścia- musiało uznać, że to jak jest traktowane, to NORMA. Musiało uwierzyć, że skoro mama czy tata- osoby stworzone do miłości- nie spędzają z nim czasu, albo robią to niechętnie, to znaczy, że jest NIEWARTE. Za każdym razem, kiedy usłyszało „nie teraz”, „daj mi spokój”, uznało, że jest NIEWAŻNE. Za każdym razem, kiedy podniesiono na nie rękę, musiało uznać, że to z nim jest coś nie tak, że jest ZŁE.

Ale Ty teraz jesteś dorosły i masz wybór! I możesz do tego dziecka wrócić i dać mu to, czego wtedy mu zabrakło. Zobaczyć je, usłyszeć, przytulić…

Do tego dziecka trzeba wrócić. Kontakt z wewnętrznym dzieckiem zaczyna się często bardzo spokojnie, to po prostu cicha, akceptująca obecność, uważność. Bardzo często wewnętrzne dziecko jest tak nieufne i zalęknione, że potrzeba wielu takich „cichych” godzin, dni, żeby się do nas przekonało. (Ja spotykałam się z nim codziennie o podobnej porze przez prawie miesiąc, zanim w ogóle pozwoliło mi podejść). Nie możemy się spieszyć- to chodzi o nas i najważniejszą relację w naszym życiu, dlatego warto dać sobie czas i cierpliwość. Z czasem kontakt jest coraz bardziej intensywny, bezpośredni, pojawiają się konkretne sytuacje do przerobienia, emocje do przeżycia. Może się okazać, że lęk przed starymi emocjami jest tak duży, że natrafiamy na mur. I wtedy warto dać sobie wsparcie kogoś, kto sam przeszedł swój proces i może towarzyszyć nam w tej drodze.

Sama jestem zwolenniczką pisania listów i wizualizacji, często łączę te techniki w pracy z wewnętrznym dzieckiem. Najważniejsze, żeby otworzyć się na ten kontakt, nie bać się próbować. Z czasem każdy jest w stanie znaleźć najlepszy dla siebie sposób.

Zdobywaj wiedzę, by móc nazwać rzeczy po imieniu

Często nie możemy ruszyć z miejsca, bo brakuje nam wiedzy, świadomości. Jest bardzo wiele książek, kanałów na youtube, blogów, grup na FB- korzystajmy z tego wszystkiego! Zdobywana wiedza pomaga nam nazwać po imieniu to, czego doświadczyliśmy, co nam wyrządzono. A to nazywanie rzeczy po imieniu sprawia, że odzyskujemy naszą dziecięcą niewinność. Dzięki temu odpada cały ten toksyczny wstyd i chore poczucie winy, które tak naprawdę nigdy nie były „nasze”.

Czuj czuj czuj

Ta cała wiedza, choć tak ważne i kluczowa, sama w sobie nic nie zmieni. Do tego dziecka trzeba pójść i z nim to wszystko jeszcze raz (a tak naprawdę to po raz pierwszy) odczuć. Trzeba dać sobie czas na łzy, żal i smutek. Trzeba opłakać każdą trudną sytuację, przeżyć żałobę po utraconym dzieciństwie. Nasze wewnętrzne dziecko może już przeżyć to wszystko w pełni, bo już jest bezpieczne- bo już jesteśmy dorośli i posiadamy te wszystkie zasoby, których wcześniej nie mieliśmy, z powodu naszego wieku i zależności od dorosłych. Teraz możemy powiedzieć co myślimy, czujemy, teraz możemy się postawić, wyjść, zareagować. I z tej pozycji- z pozycji wewnętrznego dorosłego wchodzimy jeszcze raz w trudne sytuacje, tym razem dając dziecku to, czego kiedyś mu zabrakło.

Zajmij się sobą

Zwróć uwagę, że nie potrzebujesz w tym procesie konfrontacji z nikim z twojej przeszłości. Wszystko odbywa się w tobie- w twojej głowie, w twoim sercu, ale przede wszystkim(!) w twoim ciele. To znaczy, że nawet jeśli twoich rodziców już nie ma, nie chcą, albo ty nie chcesz mieć z nimi kontaktu, to i tak możesz uzdrowić siebie.

Nigdy nie jest za późno na szczęśliwe dzieciństwo

Praca z wewnętrznym dzieckiem naprawdę zmienia życie. Wchodząc w trudne sytuacje z przeszłości odzyskujemy utracone części nas samych. Uzdrowione traumy uwalniają naszą energię, naszą siłę życiową, która stopniowo wypełnia wewnętrzną pustkę. W poniższym filmiku podaję przykłady z mojego życia, kiedy czułam, że ta odzyskana energia w bezpośredni sposób przekłada się na moje życie.

Naturalną konsekwencją pracy z wewnętrznym dzieckiem jest coraz łatwiejsze podejmowanie decyzji. W pewnym momencie odzyskujemy kontakt z naszym Źródłem, z naszą własną Mocą i po prostu wiemy, co dla nas dobre, a co nie. Z czasem zmieniają się nasze relacje, nasze ciało (stajemy się bardziej swobodni, autentyczni, puszczają blokady). Reagujemy inaczej na ludzi, sytuacje. Odzyskując nasze wewnętrzne dziecko, odzyskujemy nas samych i nasze życie.  Po wewnętrznej pustce nie będzie ani śladu. A jak ona zniknie, to pojawi się kolejny etap pracy z wewnętrznym dzieckiem- ODKRYWANIE.

Bo Ty jesteś pełnią

Każdy za nas rodzi się idealny, pełny. Tak bardzo zachwycamy się noworodkami, że są takie słodkie, niewinne, cudowne. Ale powiedz, proszę, kiedy ta cudowność znika? Jest jakiś moment? Wiek? Zastanawialiście się kiedyś nad tym? Każdy z nas ma naturalne połączenie ze Źródłem. Odczuwanie wewnętrznej pustki to informacja, że gdzieś kiedyś to połączenie straciliśmy, jednak w każdej chwili możemy je odzyskać. Jak wewnętrzna pustka się wypełni, to zacznie się z niej wylewać – stanie się naszym osobistym źródełkiem, z którego płynie nasza Moc. Wtedy pojawiają się pomysły, chęć do działania, do życia, wtedy pojawia się odwaga w wyrażaniu siebie.

Odzyskując siebie odzyskujesz swoją MOC.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *