Pożegnanie z niemężem.

Odejście od Ciebie bolało jak diabli.

Jak odrywanie skóry od ciała.

Kawałek po kawałku.

Budziłam się każdego kolejnego ranka

zdziwiona, że żyję.

Ból był wszędzie.

Rzygałam z tęsknoty, dławiłam się żalem.

Każdego dnia odradzałam się na nowo choć wciąż bolało.

Kawałek po kawałku.

Lata mijały.

Zapomniałam o tobie i o sobie tamtej.

Wstydziłam się nas. Tego, jak ja z tobą miałam.

Odrodziła się kolejna wersja mnie. Ja pozostawałam w ukryciu.

Byłeś dla mnie dokładnie taki, jaka ja byłam dla siebie.

Teraz widzę to jeszcze wyraźniej.

Co za ironia! Zaglądać w lustro i czekać aż pierwsze pokocha.

Jak ty pięknie odbijałeś. Precyzyjnie wycelowałeś:

W największe lęki, największy strach, najgłębsze zranienia…

I prosto w twarz!

Widziałam dziś miejsce po gwieździe, którą ci podarowałam.

Jej już nie ma. Wypaliła się chyba. A może nigdy jej nie było?

Może nam się tylko wydawało?

Poczułam ulgę.

Jestem teraz w innym świecie, w kolejnym życiu po życiu.

I teraz on nie chce być „tym drugim”.

A tylko ja wiem, że nikt nigdy nie był jeszcze pierwszy…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.