Oczy (wpis gościnny).

Autorką poniższego tekstu jest NIEZAPOMINAJKA. Piękna, odważna dusza, którą miałam zaszczyt spotkać w swojej pracy. Kiedy pierwszy raz przeczytałam ten artykuł, zatrzymał mi się oddech. Musiałam świadomie go odzyskiwać, oddychać razem z nią, z moją wewnętrzną dziewczynką. Tak głębokie, tak prawdziwe i tak bardzo poruszające! Jakikolwiek mój dalszy komentarz jest niepotrzebny. Kochani, przeczytajcie.

Dziękuję Ci, Niezapominajko, że podzieliłaś się tym ze mną, z nami.

„Oczy”

Twój wzrok wyzwala u mnie paniczny lęk, gdy patrzysz czuję, że znikam. Jesteś zagrożeniem dla mojego życia, tłumisz moje istnienie. Twoje oczy sprawiają, że czuję się jak odrażająca, niczego niewarta istota, niekoniecznie ludzka, może jak gnida, śmieć, kupa, jeszcze nie zdecydowałam. Twoje spojrzenie jest pełne nienawiści. Znikam, oddalam się od siebie. Moje ciałko stoi twarde i skostniałe, a moje Ja lewituje w kierunku czarnej dziury, tracę je z oczu, znika w przestworzach czerni. Boje się poczuć to, co mogłoby wypłynąć. Jesteś taki duży a ja taka malutka. Oczy masz duże, szkliste, pełne nienawiści i równocześnie tak pięknie błękitne. Patrzę, hipnotyzują mnie i sprawiają, że tylko je widzę (w swoim życiu) i nie czuję już bólu mojego małego ciałka, uderzasz mnie, a moje włosy, głowa, ramiona, ręce w rytm uderzeń falują jakby w zwolnionym tempie. Czuję tylko „ciepło” twojego gwałtownego dotyku, a głowa ciągle wraca do pozycji wyjściowej, aby moje oczy mogły spojrzeć w twoje. Twój błękit z moją zielenią, jak niebo i ziemia. Wiesz, że patrzę, jak równy równemu, czujesz równocześnie, że jestem twoim przeciwnikiem, zagrożeniem, wrogiem.

Czujesz, że rzucam tobie rękawice, a to akt niesubordynacji, czujesz, że tobie zagrażam, że mam czelność patrzeć ci w oczy za każdym razem, gdy moje ciałko odzyska nieco równowagi po zadanym ciosie, wstaję. Jak długo widzisz moje oczy tak długo mnie uderzasz, jak długo ja widzę twoje oczy zastygam i znikam. Nie potrafisz znieść mojej bezczelności, jesteś bezsilny, możesz „tylko” bić, krzyczeć i wydobywać z siebie pianę nienawiści spływającą po twojej twarzy. Jesteśmy w dziwnej symbiozie, w jakimś układzie, z którego nie zdajemy sobie sprawy. Ja mała kruszynka, ty wielki chłop, a jakby na tym samym poziomie. Może nie, nie tym samym, różnica polega na tym, że ja znikam a ty już dawno zniknąłeś. Moje spojrzenie, zakotwiczone w twoich oczach, jest jak kotwica, która utrzymuje mnie w miejscu, nie pozwala zbyt daleko oddalić się od siebie samej. W tym jednym geście zawarty jest mój strach i odwaga, lęk i wolność, szaleństwo i normalność, bezczucie i czucie, ból i wyzwolenie. Ten koktajl uczuć trawi mnie przez całe życie. Miotam się między słabością a siłą. Czasami czuję, że mogę wszystko a czasem, że śmierdzę gównem.

Obraz tamtych sytuacji, nieświadomie kopiowałam przez całe swoje życie. Jakbym ciągle patrzyła w twoje oczy, jakbyś ciągle stał przede mną i przypominał mi, że nigdy od tego nie ucieknę, że nie ma takiego sposobu, który ocaliłby mnie przed zniknięciem. Jednocześnie, uczucie, że jest to mi bliskie, nie pozwalało mi wcześniej zauważyć tego schematu, jakbym czuła się sobą w tym układzie i jednocześnie odczuwała utratę siebie, żałobę. Byłam bliska obłędu przez ponad czterdzieści lat.

Dzisiaj stoję przed tobą „kochany tatusiu”, przywołuję tamte sytuacje i wnikam głębiej. Nie widzę już tak dokładnie fizyczności tamtych zdarzeń, widzę natomiast to co czułam, z pozycji małego dziecka. To surowe przerażenie zmieszane z wolą trwania. Nie chcę już dłużej balansować między tobą a mną. Chcę spojrzeć na siebie swoimi oczami, a nie oczami oprawcy.

Nadszedł czas wyboru, czas zaproszenia tamtej małej dziewczynki do mojego dzisiejszego życia. To była długa podróż, ale odnalazłyśmy siebie, jesteśmy już razem, nie rozmawiamy zbyt dużo, rozumiemy się bez słów, często razem oddychamy, pozwalamy sobie na świadomy wdech i świadomy rozluźniający wydech. Dotykam czule jej klatki piersiowej, czółka. Gdy to robimy wybieramy czucie i jednocześnie decydujemy. Dajemy sobie prawo do świadomej chwili, oddechu, wyboru, nadziei i zespolenia naszych historii. Po cichutku cieszymy się sobą, czasami jesteśmy bardzo wzruszone, gdy możemy dotykać siebie oddechem. To jak puszczenie starego i przyjęcie nowego.

Kochani, zacznijcie prace wykopaliskowe, odszukajcie swoje największe strachy i powolutku z uwagą odkryjcie wśród zgliszczy swoje ja, siebie, swój dom. Gdybyście tego nie mieli, nie czytalibyście tego artykułu, książek, postów, nie posiadalibyście refleksji na temat własnego życia, po prostu nie byłoby was wśród nas.

Pozdrawiam, Nie’zapominajka

2 thoughts on “Oczy (wpis gościnny).

  1. Czytałam i ryczałam….ale „prace wykopaliskowe” na końcu mnie rozwaliły 😀 …jestem w trakcie procesu i chciałabym żeby wszyscy moi bliscy też to zrobili…och jak inna byłaby moja rodzina! niestety ich czas jeszcze nie nadszedł

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *