Moment, w którym uchwyciłam mojego ojca.

Najpiękniejsze wspomnienie mojego dzieciństwa.

Wpadasz do domu z pracy.., tak prosto z pracy, bez żadnych przystanków i przydrożnych przygód. Masz pełno energii, a ja może jakieś 10 lat. I mówisz radośnie: “chodź do kuchni, zrobimy pyszny obiad, mam ucieszy się jak wróci z pracy”.

I tylko tyle. Nie pamiętam co gotowaliśmy i czy się cieszyła. Ale pamiętam ciebie pełnego energii i chęci do działania. Byłeś obecny i skupiony przez chwilę na mnie. Zatarłeś radośnie dłonie w drodze do kuchni. To obraz, który przechowuję w mojej głowie i wracam do niego, jak za Tobą tęsknię. Przez te kilka sekund, w drodze do kuchni byłam najszczęśliwsza w moim życiu. Pomyślałam sobie, że w końcu uszczęśliwisz mamę, byłam zachwycona, że chcesz coś ze mną robić. Miałam nadzieję, że zdejmiesz ze mnie obowiązek ratowania mamy, że teraz już ty się nią zajmiesz. I że ci się uda…

Ten jeden moment, ta chwila, kiedy nawiązałeś ze mną kontakt, kiedy patrzyłeś prosto w oczy, z miłością i chęcią tworzenia. To właśnie to wspomnienie mam zawsze na wierzchu i wracam, kiedy za tobą tęsknię.

 

Szukałam cię takiego jeszcze długo potem… w wielu innych oczach.

Już nie szukam. Zostań tam, gdzie byłeś, tato.

4 thoughts on “Moment, w którym uchwyciłam mojego ojca.

  1. Ah, jak ja to dobrze znam! Jako mała dziewczynka czułam się odpowiedzialna i za mamę i za ojca. Moją głowę zaprzataly myśli czy dziś przyjdzie tatuś pijany czy nie i czy mama będzie szczęśliwa czy będzie płakać. Zamiast zajmować się dziecinnymi sprawami potrafiłam pół dnia modlić się aby wszystko było dobrze a tatuś i tak wracał podpity. A następnego dnia przepraszał i obiecywał że to ostatni raz. Do następnego razu oczywiście. A te kilka dni pomiędzy były takie radosne i cudowne. I tak kurna całe dzieciństwo. Dziś ciężko mi się z tego wygrzebac ale jestem dobrej myśli.

    1. Oh E… jakbym czytała o moim dzieciństwie, tyle że mój ojciec kolejnego dnia nie przepraszał i nigdy nie obiecywał, że będzie inaczej. Najgorsze jest to, że cokolwiek wtedy nie mówiłyśmy i nie robiłyśmy i tak nie mogło im-dorosłym pomoc. Te wszystkie strategie, role, które przyjęłyśmy jako dzieci nie sprawdzały się… a tak często stosujemy je nadal, choć jesteśmy poza domem, choć minęło tyle czasu. Jak one mi utrudniały życie! Wygrzebywanie się ma sens. Zawsze. Dziękuję, że tu zaglądasz:*

      1. To wszystko prawda co piszesz. W pewnym momencie mojego życia zorientowałam się że nawet nie wiem co tak naprawdę lubię, gdzie chcę być i czym się zajmować w życiu np. zawodowo! Bo zawsze nie ważna, zawsze na końcu, zawsze czujna i skupiona aby kogoś ratować: tatę, mamę, męża… I kiedyś ta czara po prostu zaczyna się przelewać. Jednak dzięki takim blogom , świadectwom jeak twój uświadamiasz sobie że nie jesteś sama , ze ktoś czuje podobnie, że kurcze może i dla mnie jest nadzieja! Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.