Matka. Smak wody i zapach powietrza.

Zastanawiałaś się kiedyś, jak smakuje woda? Wydaje się, że nie ma smaku, jednak to do niej odnosisz wszystkie inne smaki. Jeśli dałabym ci do wypicia słoną wodę albo wodę z cukrem, od razu być to wyczuła.  Smak wody trudno jest określić, bo jest dla nas tak bardzo naturalny, bo pijemy wodę od urodzenia i to do niej porównujemy wszystkie inne smaki. To smak czysty, smak idealny.

matka

Matka jest w nas wpisana.

Byliśmy w niej zanim ona sama pojawiła się na świecie. Czy wiesz, że komórka jajowa, z której powstałaś znajdowała się już w ciele Twojej matki jeszcze przed jej urodzeniem, a dokładnie w 5 miesiącu ciąży twojej babki? To więcej niż całe twoje życie.

Twoja matka to twój punkt odniesienia. Kiedy się rodzisz, jest ona twoim wszystkim. To twój bóg, twój świat. Ona karmi, ona dotyka, ona mówi. Przez wiele miesięcy od urodzenia uważałaś, że jesteście jednym. Wszystko, co matka robi i czego nie robi jest dla małego dziecka pierwowzorem, jest jedyne i idealne. To ona wyznacza standardy relacji. To dlatego tak ciężko odnieść się do matki z minimalną choćby dozą obiektywizmu.

Dochodzi do tego nasza kultura i religia. „Czcij ojca swego i matkę…” Wszystkie te teatrzyki na Dzień Matki, laurki, piosenki, wierszyki. Nikt nie pyta dzieci w szkole, czy czują się kochane przez matkę, której piszą na laurce „kocham cię mamo”. Z resztą kto przyjął by niewygodną odpowiedź? Jak możesz źle myśleć o matce? Laurki dla matek robią wszystkie dzieci: i to kochane, i to, które dzień wcześniej zostało przez matkę uderzone,  i to, które jest przez nią wykorzystywane… Matka jest najwspanialsza i taka w oczach dziecka pozostanie, cokolwiek by nie robiła.

To, jak wyglądała twoja relacja z matką wpływa na twoje przyszłe relacje.

Wszystkie. To do tej relacji porównujesz (oczywiście nieświadomie) wszystkie swoje kontakty. Ciągnie cię do ludzi, którzy traktują cię jak matka i stronisz od tych, którzy zachowują się w nieznany ci sposób.

A co jeśli nie masz dostępu do czystej wody? Musisz pić zatrutą.

Wszystko jest dobrze, jeśli twoja matka była w miarę świadomą, zdrową emocjonalnie osobą. Jeśli  jednak z jakichś powodów nie była w stanie zaspokoić twoich potrzeb fizycznych i emocjonalnych, jeśli była uzależniona, współuzależniona, jeśli cierpiała na poważną chorobę albo była toksyczna, nie była w stanie dać ci poczucia bezpieczeństwa i stworzyć  z tobą prawidłowej, wspierającej twój zdrowy rozwój, więzi. Jeśli byłaś zaniedbywana, odrzucana, jeśli twoja matka wykorzystywała cię do swoich własnych celów, to w ten sposób wyznaczyła twoje standardy relacji.

Jako mała dziewczynka tak bardzo łakniesz miłości matki, że jesteś w stanie zrobić dla niej wszystko. Nie masz z resztą wyjścia. To twoje powietrze, bez matki zginiesz. Jeśli matka źle cię traktuje, to prędzej zaprzeczysz własnym odczuciom, niż uznasz tę straszną prawdę. Ból prawdy jest dla dziecka nie do przeżycia. Tak bardzo boisz się jej odrzucenia, że instynkt samozachowawczy zmusza cię do maskowania swoich uczuć i udawania,  że wszystko jest ok. Już wtedy uczysz się, że nie można wyrażać prawdziwych uczuć i nie warto pozostawać z nimi w kontakcie. Z czasem tracisz punkt odniesienia, myślisz, że to jak jesteś traktowana, to  miłość i do tej nieświadomej normy odnosisz wszystko inne.

I tak latami. Aż do dorosłości, a czasem dłużej. Bywa i do śmierci.

Mechanizmy obronne, powołane do służby w dzieciństwie będą funkcjonować nadal, automatycznie, zawsze wierne, zawsze gotowe do działania w ciągu całego twojego późniejszego życia. To one chronią obraz twojej matki, bo tylko utrzymanie jej idealnego wizerunku chroni cię przed prawdą i przed bólem. To mur, który oddziela cię od cierpienia. Niestety to ten sam mur, który uniemożliwia ci szczęśliwe, pełne i autentyczne życie.

Zburzyć ten mur od razu niesie za sobą ryzyko śmierci. Zadławisz się toksycznym kurzem. Jedyna metoda to powolne rozmontowywanie obronnego muru- cegiełka po cegiełce.

Zakwestionować miłość matki, to jak targnąć się na swoje życie. Przez lata różnych terapii nie byłam gotowa dotknąć tematu matki i mojej z nią relacji. Książkę „Matki, które nie potrafią kochać” czytałam 4 razy, za każdym razem dochodząc do tego samego wniosku: moja mama była idealna, nie mam jej nic do zarzucenia. Jednak kontakt z moim wewnętrznym dzieckiem przyniósł mi niezbite dowody. Odkąd odważyłam się na nie spojrzeć, jestem pod ogromnym wrażeniem działania mechanizmów obronnych. Latami tego nie widziałam, nie potrafiłam nazwać. Nie wiedziałam, co mi jest. Kręciłam się w kółko, szukając akceptacji i miłości matki w każdej jednej relacji, w każdym związku, w każdym przedsięwzięciu. Całe życie goniłam za jej uwagą, ciepłem, zrozumieniem. Bezskutecznie.

Już nie gonię. I rozglądam się po zgliszczach.

Zapraszam Cię na warsztaty uzdrawiania matczynej rany „Spirala Życia”.

12 thoughts on “Matka. Smak wody i zapach powietrza.

    1. Wera, polecam Ci książkę „Powrót do swego wewnętrznego domu” i inne z listym na stronie ‚polecam’. Sama tak zaczynałam. Jak pojawiły się schody, zdecydowałam się na wsparcie osoby, która sama przeszła swój proces. U mnie też bardzo sprawdziła się metodą pisania listów z wewnętrznym dzieckiem. Eksperymentuj, szukaj swojego sposobu. Na każdego działa coś innego… pozdrawiam ciepło.💚

  1. Sylwia jak dobrze, że piszesz, ile w tym co piszesz i mówisz w filmikach jest głębi i prawdy. To prawda, że jak całe życie pijemy zdrową czystą wodę, to gdy wypijemy zabrudzoną, to odrazu wyczujemy, że takiej pić nie chcemy, podziękujemy za nią. Na odwrót, gdy całe życie pijemy zabrudzoną, to chociażbysmy dostali brudniejszą, to nie zrobi to nam różnicy, a czysta, zdrowa woda będzie nas odstraszać krystaliczniscią. Bo, to jest nam obce. Takie klarowne i czyste.
    Zgadzam się z Tobą. 😘

    1. Justyna, dziękuję kochana za Twój komentarz. krystaliczność… tak mi się to słowo spodobało. Coś we mnie porusza.❤

  2. Lena… z doświadczenia wiem, że im bliżej swojego wewnętrznego dziecka jesteśmy, tym łatwiej nam ten mur zdemontować. Świadomość jego istnienia to ogromny sukces! Potem wiedza, nazwanie rzeczy po imieniu.., uświadamianie sobie jaki wpływ wywarło na nas nasze dzieciństwo. .. ale przede wszystkim proces uzdrawiania dawnych ran, emocjonalny kontakt z wewnętrznym dzieckiem, odzyskiwanie siebie krok po kroku.., cegiełka po cegiełce.
    Dziękuję za Twoją obecność tutaj❤

  3. Pamiętam, gdy wiele lat temu , nie mogąc ufać ojcu, wszystko odnosiłam do mamy. Postawiłam ją na pomniku, w moim odczuciu była doskonała. Gdy wreszcie dostrzegłam w niej zwykłą kobietę , która nieświadomie , ale jednak popełniała błędy, manipulowała i nadużywała dzieci, aby poczuć się lepiej , to ból i rozczarowanie było przytłaczające. Wypierałam to, tłumaczyłam jej zachowanie, ale momentami czułam jakąś sztywność w naszej relacji. Powoli pracuję z matczyną raną, ulgę przyniosło zrozumienie, że wszystkie emocje wobec niej są w porządku, do wszystkich mam prawo. Dziękuję Ci za ten wpis:)

    1. Grażyna, widzę, że przechodziłyśmy podobną drogę z tym odczarowywaniem mamy… To pozwolenie sobie na wszystkie emocje, przeżycie ich, danie sobie czasu na ich odczuwanie, z akceptacją wszystkiego, co wypływa jest moim zdaniem kluczowe. Sama nie byłam gotowa sobie na to pozwolić, dopiero wsparcie innej kobiety, która sama przeszła swój proces pchnęło mnie do przodu. Dlatego tak bardzo cenię sobie wsparcie i obecność innych ludzi w procesie powrotu do siebie. Cieszę się, że ten wpis jest dla Ciebie przydatny. Przytulam ciepło:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *