Matczyna rana. Kilka słów o „złej matce” w Tobie.

Matczyna Rana

Jak powstaje matczyna rana?

Kontakt z matką jest dla dziecka najważniejszą potrzebą. Miłość matki karmi dziecko, pozwala mu się rozwijać, daje poczucie bezpieczeństwa, pokazuje, że jest mile widziane na świecie.

Jeśli z jakiegoś powodu nie doświadczyliśmy głębokiej i trwałej miłości matki, jeśli nie była ona w stanie rozpoznawać naszych potrzeb i adekwatnie na nie reagować, to bardzo prawdopodobne, że w naszym wnętrzu zaczął kiełkować archetyp „złej matki”, nazywany również „matczyną raną”. To obraz matki, w którym jak w kalejdoskopie przenikają się niszczące przekonania na temat nas samych, naszych pragnień i emocji. Ten obraz nie musi pokrywać się z obrazem biologicznej matki. Ta „zła matka”, która żyje być może już tylko w naszej psychice, zmusza nas do bezwzględnego posłuszeństwa wobec jej nakazów za pomocą gniewu, poczucia winy i groźby odrzucenia. Jest tak z nami stopiona i bezwzględna, że nawet, kiedy zaczynamy coś dla siebie robić i zaglądać w swoje wnętrze, może pojawiać się poczucie, że robimy coś nie tak, że jesteśmy nielojalni, że zdradzamy naszą matkę.

Oddzielenie się od niej jest drogą do dojrzałości i pełnego życia.

Oddzielenie. Nie zaprzeczenie, nie robienie na odwrót, ale oddzielenie i pójście swoją drogą. Czasem zbieżną, czasem podobną, innym razem diametralnie różną, ale zawsze WŁASNĄ.

Ale skąd wiadomo, że to matczyna rana?

Jeśli nie doświadczyliśmy poczucia bezpieczeństwa i bycia ważnym w relacji z matką, może być nam bardzo trudno znaleźć je w swoim ciele i w swoim życiu. Mogą pojawić się dwie biegunowe tendencje: albo odgradzamy się od siebie, uciekamy w intelekt, działanie, wyznaczanie kolejnych planów, których realizacja tylko na chwilę pozwala zapomnieć o wewnętrznej pustce… Albo wchodzimy w energię poddaństwa i poświęcenia, tonąc w zniekształconej żeńskiej energii, wchodząc w relacje zależne z osobami władczymi i dominującymi.

Jeśli nie mogliśmy znaleźć ukojenia i poczucia bezpieczeństwa w ciele matki, nie możemy go znaleźć również w swoim ciele ani w swoim życiu. Odgradzamy się od siebie coraz bardziej, uciekając w intelekt, działanie, tracimy naturalną kreatywność i dziecięcy entuzjazm. Wyznaczamy kolejne cele, jednak osiąganie sukcesów nie daje nam tego, czego tak głęboko pragniemy.

Obie te skrajności dalekie są od dojrzałego życia, w którym możemy być kreatorami i realizować swój potencjał i swoje talenty.

Jak sobie pomóc?

Rozwiązaniem, które ja znam, którego doświadczyłam i doświadczam na swojej skórze i które potwierdza się u osób, z którymi pracuję to przejęcie roli matki wobec swojego wewnętrznego dziecka i nauczenie się, jak w dojrzały sposób zaspokajać jego potrzeby. To rozbudzanie w sobie żeńskiego pierwiastka (każdy go ma!), swojej wewnętrznej mocy samouzdrawiania i otaczania opieką.

Nie obędzie się bez bólu, bez łez.

Jednak łzy, które wypłaczesz za tym, czego nie dostałeś, nie dostałaś od swojej matki, staną się wodami płodowymi, które będę chronić Twoje wewnętrzne dziecko.

Świadomie musimy nawiązać ponowny kontakt ze swoimi wypartymi uczuciami i tym razem dochować im wierności, rozpoznając własne potrzeby i ucząc się je zaspokajać. Nawet, jeśli będzie to wymagało gruntownego przeorganizowania własnego życia, by te potrzeby zaspokajać i by móc podążać za swoimi wartościami.

Wspólnie możemy wybrać się do królestwa Twoich dziecięcych pragnień i strzępków wspomnień, by znaleźć pośród nich cząstki Ciebie, które następnie zintegrujesz, by odzyskać poczucie kompletności i bycia wystarczającą, wystarczającym.

Musisz wiedzieć jednak, że proces odzyskiwania wewnętrznego dziecka, ten który znam i w którym wspieram, ma niewiele wspólnego z radosną twórczością i dziecięcą ekscytacją. Nie, nie pływamy w świetle i nie zatapiamy się w miłości. W przeciwieństwie do ścieżek duchowych, które nakazują nieustanne wznoszenie się w górę, ta, która prowadzi do wewnętrznego dziecka, prowadzi w dół- do najgłębszych otchłani naszej duszy, przez wyparte wspomnienia i odrzucone części nas samych.

Bo tam, w najdalszej, mrocznej jaskini pulsuje Twoje źródło życia.

W tej jaskini jest ból, gniew, lęk i wiele innych wypartych energii, które możesz świadomie przetransformować na wpierającą Cię energię życiową. To proces bolesny. Uwolnione wewnętrzne dziecko, od najmłodszych lat uciszane, policzkowane i zmuszane do milczenia może sprawić Ci niewypowiedziany ból. W ten sposób będzie opowiadać Ci swoją historię. Ten ból to cena świadomego życia. Im jest większy, im boleśniejszych krzywd doznało Twoje wewnętrzne dziecko, tym większy opór. Nie dziwi mnie chęć uniknięcia tego bólu za wszelką cenę.
Jednak właśnie ten ból jest kluczem do naszego serca. To on kruszy wszelkie blokady i otwiera nas na PRAWDĘ o nas.

A prawda boli najmocniej, kiedy odwracamy od niej głowę.

Bardzo ważne jest trzymanie swojego tempa. Gdybym biegła maraton i próbowała dotrzymać tempa szybszym ode mnie, prawdopodobnie nigdy bym go nie ukończyła, złapałabym kontuzję albo padła wycieńczona po kilkudziesięciu metrach. Tylko poruszanie się w swoim własnym tempie gwarantuje ukończenie trasy. Tu chodzi o Twoje życie, a nie jakieś wyścigi. Od najmłodszych lat jesteśmy programowani na rywalizację i porównywanie i nie omija to również rozwoju duchowego. Pamiętaj jednak, że nigdy nie wiesz, jak wiele procesów, upadków i głębokich doświadczeń stoi za jednym wpisem, filmem czy fragmentem wypowiedzi danej osoby. Tak łatwo jest z inspiracji przejść w porównywanie i ocenianie siebie na tle innych… Każdy z nas to w jakimś stopniu robi. Nie walcz z tym, zauważ, uznaj, a potem idź dalej w swoim tempie😊

Co jeszcze?

Bardzo ważne jest wsparcie osób, które wiedzą co się z nami dzieje i rozumieją nasze stany, a przede wszystkim sami żyją w zgodzie ze sobą. Miej odwagę po nie sięgać. Dobrze, jeśli miałbyś, miałabyś przynajmniej jedną osobę, która przechodziła albo przechodzi to samo co Ty i po prostu pobędzie z Tobą, bez oceniania. Nasi bliscy, mimo ogromnej miłości, o ile sami nie przeszli podobnego procesu mogą stopować nas w drodze i projektować na nas swoje lęki, które choć wynikają z troski, potęgują opór w procesie. Wtedy warto szukać wsparcia w grupach, czy to lokalnych czy wirtualnych, w których to, co przeżywasz nie będzie niczym zaskakującym.

Odwagi, kochani. Stawajcie za sobą <3

Jeśli interesuje Cię temat uzdrawiania matczynej rany, przeczytaj o tym, jak ją uzdrawiać.

Jeśli ten artykuł Cię wspiera, udostępnij go proszę, podziel się nim i pozwól, by wspierał też innych.

Jesienią tego roku ruszają moje warsztaty uzdrawiania matczynej rany. Jeśli chcesz, mogę Cię o nich poinformować bliżej terminu. Zapraszam Cię do wpisania się na listę osób zainteresowanych, klikając w TEN link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *