Czym jest parentyfikacja. Rodzaje parentyfikacji.

parentyfikacja
Dziecko musi kochać swojego rodzica i być z nim bezgranicznie związane. Nie ma innej możliwości. Rodzic jest wszystkim, co dziecko ma. To jego jedyna szansa na przeżycie w świecie, na przetrwanie. Z tego powodu właśnie dziecko zrobi wszystko, łącznie z porzuceniem swoich potrzeb, z odrzuceniem własnej indywidualności, żeby być z rodzicem blisko.

Przecież nie może spakować się i odejść. Nie może powiedzieć „o, wiedzę, że tu nie jestem kochane, tu mi źle, nie chcę tego, sprzeciwiam się, odchodzę”. Musi pozostać z rodzicami z powodów czysto praktycznych. A pozostanie w przekonaniu, że rodzice są źli i go nie kochają, pozostanie ze świadomością, że dochodzi wobec niego do nadużyć byłoby tak obciążające psychicznie, że dziecko po prostu by tego nie przeżyło. Dosłownie.

Z tego właśnie powodu zostaliśmy wyposażeni w mechanizm wyparcia, zaprzeczenia. To genialny program umysłu, wgrany nam przez naturę, żebyśmy mogli przetrwać nawet w najtrudniejszych warunkach. Nie zmienia to jednak faktu, że wszystkie krzywdy wyrządzone nam w dzieciństwie, wszystkie rany nam zadane czekają uśpione w ciele, aż zajmiemy się nimi, kiedy będzie już na to odpowiedni czas. A ten czas pojawia się właśnie wtedy, kiedy jesteśmy już dorośli, kiedy możemy sami o siebie zadbać, kiedy nie jesteśmy w bezpośredni sposób zależni od swoich rodziców i innych dorosłych.

Im dłużej będziemy odkładać opatrzenie niezabliźnionych ciągle ran, tym bardziej będą wpływać one na nasze życie, domagając się uwagi i uzdrowienia.

Co to jest parentyfikacja?

Kiedy dochodzi do parentyfikacji? Kiedy regularnie, przez tygodnie, miesiące, lata, już od maleńkości rodzic dziecka oczekuje od niego (również nieświadomie!), że będzie robić coś, co jest ponad jego siły. Kiedy np. dziecko musi pocieszać matkę, słuchać jej zwierzeń, być jej emocjonalnym partnerem, rozumieć (a przynajmniej przyjmować postawę, jakby rozumiało) problemy dorosłych.

parentyfikacja

Oczywiście w życiu każdej rodziny może pojawić się sytuacja, kiedy dziecko na krótki czas musi stać się bardziej dorosłe i wspiera rodziców. Kiedy dziecko w czasie pożaru dzwoni po straż pożarną i zostaje tym samym okrzyknięte „bohaterem rodziny”, mamy do czynienia z pozytywnym wymiarem parentyfikacji. Sytuacja pojawiła się jednorazowo i dziecko otrzymało komunikat, że to, co zrobiło było „wielkie”.

Parentyfikacja destrukcyjna ma miejsce wtedy, kiedy występuje w sposób ciągły i regularny oraz jest nienazwana, ukryta. To wszystkie te sytuacje, kiedy nikt nie nazywa tego, co się dzieje w życiu dziecka po imieniu, nikt nie mówił głośno o tym, że dziecko robi coś ponad jego miarę, nikt nie docenia go, nikt nie mówi mu, że to, co robi jest nadzwyczajne, niecodzienne, że może być dla niego trudne. Uznaje się jego „wyczynowe” zachowania za naturalne, tak jakby była to jego przypisana rola, jego obowiązek.

W zakładce „osobiście” dzielę się wieloma przykładami z mojego dzieciństwa, które mogę dać wyobrażenie tego, jakie sygnały , czasem bardzo subtelne i „niewinne” mogą prowadzić do parentyfikacji. To regularne otrzymywanie tego rodzaju komunikatów doprowadziło mnie np. do stanu, kiedy żyłam w ciągłym napięciu, musiałam być ciągłej gotowości, nawet jak nic na to nie wskazywało, również poza domem, już w dorosłym życiu…

Parentyfikowane osoby żyją często w nieustannym napięciu i ciągłym stanie „gotowości”. Nie mogą się zrelaksować, czują, że muszą być ciągle na warcie, czujne na potrzeby najbliższych.

Kiedy można mówić o parentyfikacji i jakie są jej rodzaje?

Wyróżnić można parentyfikację instrumentalną oraz emocjonalną. Do pierwszej z nich dochodzi, kiedy

  • dziecko pełni rolę SŁUŻĄCEGO, np. robi zakupy dla całej rodziny, wyręcza rodziców w ich obowiązkach, sprząta nie tylko po sobie, ale i po innych. Moja matka potrafiła wołać mnie z drugiego pokoju (pukając w ścianę) po to tylko, żebym wyniosła dla niej ogryzek do śmieci albo zrobiła herbatę. Nie pytała, co aktualnie robię, nie pytała, czy może przerwać. Robiła to notorycznie przez całe moje dzieciństwo. Jeszcze kilka lat po wyprowadzeniu się z domu na dźwięk pukania reagowałam poderwaniem i gotowością.
  • dziecko jest OPIEKUNEM RODZICA– zajmuje się jego zdrowiem, chodzi dla niego do apteki, wykonuje zastrzyki albo inne zabiegi pielęgnacyjne. Nigdy nie widziałam, żeby ojciec zajmował się matką. Choć nie cierpiała na żadną poważną chorobę, to bardzo często się przeziębiała i miewała gorączkę. Ojciec nigdy nie podał jej herbaty. W zdrowej rodzinie to małżonkowie zajmują się sobą i dają wsparcie w takich sytuacjach. Wiele razy doglądałam mamy w czasie choroby, kilka razy dzwoniłam po lekarza czy na pogotowie, kiedy miała silne infekcje, drgawki gorączkowe itp. Miałam przy tym poczucie, że mama sama nie potrafi monitorować swojego stanu i np. zdecydować, że czas na konsultację z lekarzem. Zupełnie jakby pozostawiała swój stan w moich rękach i ufała, że się nią zajmę.
  • dziecko staje się OPIEKUNEM RODZEŃSTWA– dotyczy najbardziej osób najstarszych w rodzinie, które muszą zajmować się młodszym rodzeństwem, odrabiać z nimi lekcje, odbierać je z przedszkola, oddawać bratu/siostrze swoje zabawki, zabierać je na spotkania z rówieśnikami. Ponieważ między mną a moją siostrą jest naście lat różnicy, niejako naturalnie wprowadzono mnie w rolę jej opiekunki. To ja najczęściej odbierałam ją z przedszkola, wychodziłam na spacery, zajmowałam się niemowlęciem podczas nocnych awantur rodziców. To tragedia dla nas obu – silne przywiązanie mojej siostry sprawiło, że moją wyprowadzkę z domu odebrała jako porzucenie. Nigdy nie byłam w stanie być dla niej matką, której tak bardzo pragnęła, a do tego moje „odejście” było dla niej niewyobrażalną stratą i traumą.

Parentyfikacja emocjonalna występuje, kiedy:

  • dziecko przyjmuję rolę BUFORA/MEDIATORA– kiedy zajmuje głos w konfliktach rodziców, albo, poprzez swoje zachowania, słowa rozładowuje napięcie w domu. Może to dotyczyć sytuacji, kiedy dziecko uspokaja jednego, lub obojga rodziców, kiedy stara się skupić na sobie ich uwagę, by odwieść tym samym od punktu zapalnego, kiedy pociesza rodzica po kłótni, wysłuchuje zwierzeń jednego rodzica na temat drugiego, często w tajemnicy. Badania pokazują, że już kilkumiesięczne dzieci potrafią wyczuwać napięcie, jakie pojawia się między rodzicami, monitorować ich spojrzenia i zachowywać się w sposób, mający na celu złagodzenie atmosfery, jaka między nimi panuje. (Kiedyś, podczas rozmowy z partnerem zauważyłam, że nasze niespełna roczne dziecko przewracało się za każdym razem, kiedy byłam o krok od wybuchu. Po trzecim upadku dziecka, zdałam sobie sprawę z tego, co się dzieje i odłożyłam rozmowę.(Dodam, że wszystko trwało około 5 minut i że normalnie moje dziecko sprawnie unikało upadków. Moment upadku był tak mocno zsynchronizowany z moim stanem wewnętrznym, że nie miałam wątpliwości, że właśnie w ten sposób chce odwrócić moją uwagę a tym samym rozładować napięcie)
  • parentyfikacjadziecko staje się TERAPEUTĄ rodzica, pociesz go, kiedy ten jest smutny lub napięty, wysłuchuje jego problemów, pociesza w związku z trudnościami w pracy, a nawet koi negatywne emocje, przyjmując na siebie złość lub gniew dorosłego i rozładowując tym samym napięcie w rodzinie. Kiedy byłam w szkole podstawowej, miałyśmy z mamą codzienny rytuał. Najpierw ja opowiadałam jej, co się działo u mnie w szkole, a później ona mi, jak minął jej dzień w pracy. Wtedy uważałam to za coś ekstra, czułam, że jesteśmy przyjaciółkami. Udawałam, że rozumiem świat dorosłych, udzielałam mamie rad, komentowałam zachowania jej przełożonych czy współpracowników. Ja streszczałam mamie swoje sprawy szkolne w kilku zdaniach, podczas gdy ona bardzo długo, z drobnymi szczegółami opisywała wydarzenia, jakie miały miejsce, ale też ich własną interpretację, oczekując ode mnie potwierdzenia jej słuszności i „bycia po jej stronie”. Kiedy byłam wyraźnie znużona jej opowieściami, zatrzymywała wypowiedź i pytała, czy słucham, a czasem nawet prosiła o powtórzenie ostatniego wypowiedzianego przez siebie zdania. Teraz, z perspektywy osoby dorosłej czuję, że byłam zmuszana do pełnienia roli jej przyjaciółki i terapeuty, że manipulowała mną, zaczynając od moich spraw, pytając o szkołę po to tylko, by dostać zielone światło moim pytaniem „a co u ciebie?”; jej wywody były zawsze nieporównywalnie długie z moimi opowieściami. Dodam, że jako osoba dorosła czułam się niesłuchana przez moich partnerów. Zbyszek, żeby przekonać mnie, że słucha, co do niego mówię, zaczął w pewnym okresie,  powtarzać ostatnie wypowiedziane przeze mnie zdania.(!)
  • dziecko pełni rolę PARTNERA dla jednego z rodziców (w tym seksualnego). Jednocześnie, kiedy dochodzi do przekroczenia granic cielesnych dziecka, mowa już nie tylko o parentyfikacji, ale też o wykorzystywaniu seksualnym.

Parentyfikacja i jej konsekwencje.

Dziecko nie jest w stanie poradzić sobie z obciążeniem, jakie czeka na niego, kiedy zmuszone jest do opiekowania się swoim rodzicem (czy to instrumentalnie, czy emocjonalnie).Doświadczenie bycia parentyfiowanym dzieckiem niesie za sobą liczne konsekwencje, rzutujące na (dosłownie!) wszystkie obszary jego obecnego i późniejszego życia. Parentyfikowane dzieci stają się dorosłymi, którzy:

  • mają zaburzone, nieadekwatne, bardzo niskie poczucie własnej wartości
  • mają poczucie, że coś jest z nimi nie tak, czują się jak z innego świata, nie mogą znaleźć swojego miejsca na ziemi
  • unikają bliskości, mają problemy w relacjach
  • nie wiedzą, kim tak naprawdę są, mają problem z dokonywaniem wyborów
  • mają słabe granice
  • czują się winne
  • noszą w sobie toksyczny wstyd, który zatruwa im życie
  • cierpią na choroby psychosomatyczne
  • cierpią na zaburzenia seksualne
  • nie realizują się w obawie przed porażką
  • nie pokazują swojej prawdziwej natury w obawie przed „zdemaskowaniem”
  • sabotują swoje działania, wycofują się w ostatniej chwili, kiedy sukces jest blisko
  • uzależniają swoje decyzje od opinii innych ludzi
  • potrzebują uznania w oczach matki i innych ludzi (przeniesienie obrazu matki)

i wiele wiele innych…

Dobra wiadomość jest taka, że wszystko można uzdrowić i że to dziecko ciągle w Tobie jest i czeka, aż przyjdziesz je zauważyć i dać mu to, czego potrzebuje…

Pisząc artykuł korzystałam z książki Katarzyny Schier, Dorosłe dzieci.

Zapraszam Cię na warsztaty uzdrawiania matczynej rany „Spirala Życia”.

8 thoughts on “Czym jest parentyfikacja. Rodzaje parentyfikacji.

  1. Choć pracuję nad sobą już od kilku lat, a ze swoim wewnętrznym dzieckiem od miesiąca (cholernie cięzka robota) to ten artykuł uświadomił mi ogrom ciężaru, jakie zrzucono mi na plecy. Dziękuję za ten tekst, bardzo mi pomógł i uświadomił wiele. Ale też pokazał, że mogę to wszystko pouzdrawiać. Tylko ilość tego mnie przytłacza 🙁

    1. Aniu, bo jak się nagle to wszystko zauważa, to to może być przytłaczające. Trzeba dać sobie czas i stawiać małe kroki. Często jest tak, że uzdrawiając jeden obszar-sprawę, inne same nam odpadają, bo miały podobne emocje w mianowniku. I wtedy ta przytłaczająca góra nie wiadomo kiedy się zmniejsza. Cieszę się, że tu zaglądasz. Powodzenia w pracy z wewnętrznym dzieckiem:*

  2. Bardzo podobnie było u mnie. Mama nadal próbuje, np. mam porozmawiać z tatą jak ją traktuje ale teraz jestem już dorosła i ucinam temat. Najgorsze jest to, że z siostrą nie mam kontaktu, kiedyś w rozmowie…. zarzuciła mi, że nie zajmowałam się nią, a ona mnie potrzebowała…

  3. Dzien dobry
    Mam podobny problem z siostra- jest 8 lat młodsza i to ja byłam jej”mamą”. Tez odczuła moje odejscie jako porzucenie.Mam juz 50 lata relacje z siostra mam oficjalne. Jak mozna odbudowac zdrowe relacje? bo obecnie są mizerne a ja sie wycofałam poniewaz ciagle jestem przez nia atakowana . Kazdą moja wypowiedz traktuje jako kontrolę.
    andzia

    1. Witaj Andzia 😊
      Napisze jak ja to zrobiłam – mnie przez 40 lat dzieliła z siostrą zazdrość o to, jak zajmowali się nami rodzice z Naszego punktu widzenia. To był początek mojej drogi powrotu do siebie i wiele rzeczy mnie zastanawiało a w dotatku znowu dopadła mnie niemoc i młodsza siostra przyjechała mnie pocieszyć. Byłyśmy w domu tylko we dwie, przez 3 dni. I zaczęłyśmy rozmawiać w temacie – jak wspominamy nasze dzieciństwo i dopiero wtedy otworzyły mam się oczy. Byłam o nią zazdrosna, bo ciągle mama ją przytulała mówiąc, że jest malutka, chorowita, słabsza, miałam jej ustępować i we mnie wzbierała złość i została na dziesiątki lat. A ona zazdrosciła mi, że mama wszędzie chwaliła się mną, bo sobie świetnie radzę w nauce, w sporcie i w każdej innej dziedzinie i stawiała mnie za wzór. A ja czułam, że muszę być najlepsza, bo tylko wtedy ściągam uwagę na siebie, a to co naprawdę czułam, było głęboko ukryte. I ta niechęć nasza rosła aż sobie wyjasniłysmy to i wiele innych rzeczy jak to wyglądało z naszych, jakże odmiennych punktów widzenia. Bardzo często domysły stoją nam na drodze do porozumienia. Tak było między nami. Więc mogę stwierdzić, że szczerość nas połączyła. 😍 Pozdrawiam serdecznie i z tego miejsca Dziękuję również Aurora – Tobie, jak też Magdalenie i Grzegorzowi – bo cały czas jesteście dla mnie źródłem inspiracji i dzielę się Wami jak mogę 💝 Renata

  4. U mnie było tak. Jako jedynaczka często byłam rozdarta między niekochającymi się rodzicami. Z czasem stanęłam całkowicie po stronie słabej w mojej ocenie mamy, którą trzeba było chronić przed dominującym i poniżającym ją ojcem. Wcześniej on zwierzał mi się jako małej dziewczynce, pytał: no co ja robię źle…. a ja słuchałam, potem namawiałam, żeby przeprosił mamę. Bardzo się tym wszystkim przejmowałam. Bywały straszne awantury, jako dorastająca dziewczyna zaczęłam atakować ojca, robić mu straszne wyrzuty. Potem go znienawidziłam, bo zdradzał mamę.
    Kiedy były na tym tle awantury, wszystko słyszałam, te ich głośne rozmowy o zbyt dorosłych sprawach jak dla mnie wówczas, były krępujące, wychodziłam z domu, żeby nie słyszeć, wstydziłam się. A z drugiej strony bałam o mamę, współczułam jej. Z czasem zaczęłam odczuwać obsesyjny lęk, że coś jej się stanie, starałam się wyręczać, dbałam o zdrowie, pocieszałam, robiłam fryzurę, malowałam, doradzałam przy ubieraniu. Tak jakbym stała się jej opiekunką. Ale byłam już wówczas dorosła. Mieszkałam z rodzicami, w tym zimnym domu, starałam jakoś to trzymać, bo byłam matki ostoją. Tylko że byłam już dorosła, studiowałam zaocznie, żeby być w domu, potem praca. Czy to też parentyfikacja?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *