Ciach ciach

Podciąłeś mi skrzydło.

Jedyne, które miałam

dla Ciebie.

Bolało.

Odrośnie, myślałam.

I przestałam chcieć latać.

Nie rosło.

Wyrwałam ci piórko z twojego skrzydła.

I tak nie używasz- tłumaczyłam sobie.

Zaczęliśmy się skubać. Sypały się pierza.

Czerwień i biel. Polały się łzy.

Nie mamy już skrzydeł. Straciliśmy pióra.

Jesteśmy już nadzy.

Widzę cię jak tak stoisz. Widzę cię.

Ty też na mnie patrzysz.

Po skrzydle mam ranę. I krwawię.

Ty też. Być może…

I nigdzie już razem nie polecimy.

Czas wrócić na ziemię.

Nauczyć się chodzić.

Nogi mam dwie, więc pójdę już sama.

Odrasta.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.