Błędy w myśleniu. Jak myślą skrzywdzone dorosłe dzieci?

Im dłużej pracuję z wewnętrznym dzieckiem, tym więcej zmian obserwuję. Wiele z nich dotyczy tego, jak myślę. To bardzo twórczy proces. Coraz częściej udaje mi się zatrzymać i rozpoznać te dobrze mi znane schematy myślowe, do których przywykłam, które są ze mną od wielu lat. Choć mówię o nich „błędy w myśleniu” to nie uważam, że są błędne. Są wynikiem naszych naturalnych reakcji na to, w jaki sposób byliśmy traktowani w dzieciństwie. Miały swoją rację bytu i był czas, kiedy się sprawdzały, przydawały. Jednak ten czas dawno minął. Już nie jesteśmy dziećmi.

Ważnym krokiem było dla mnie w ogóle nazwanie błędów w myśleniu i zrozumienie, że nie wszystko, co pojawia się w mojej głowie jest prawdą. Czasem udaje mi się zastąpić je nowymi, które tworzę podczas kontaktu z wewnętrznym dzieckiem. Coraz częściej rezygnuję z tych nawykowych na rzecz nowych, bardziej elastycznych, które wspierają mnie i dodają siły.  Mam nadzieję, że ten wpis przyda się osobom, które w dzieciństwie nie miały szans wykształcić w sobie bardziej sprzyjających ich integralności sposobów myślenia.

Poniżej typowe dla dorosłych dzieci błędy w myśleniu.

Wyolbrzymianie

To wszystkie sytuacje, kiedy drobnej rzeczy przypisujemy zbyt wielkie znaczenie. Przykład: przez kilka tygodni męczyłam się z nawracającymi migrenami i kilka razy zapomniałam pinu do karty debetowej. To połączenie plus konsultacja z doktorem Google mówiły mi jedno: mam guza mózgu. Zrobiłam serię prześwietleń i zaliczyłam wiele (płatnych) wizyt u lekarza, by usłyszeć, że jest wszystko ok.

Inny przykład: partner mówi, że nie ma ochoty na wspólny wieczór. A ja co robię? Zaczynam planować wyprowadzkę, przekonana, że nie chce ze mną spędzać czasu w ogóle, że mnie nie kocha i nie chce ze mną być.

Jak sobie pomóc? Dokonaj realnej oceny sytuacji: co tak naprawdę się dzieje? Jakie są szanse na to, że twoje prognozy się sprawdzą? Jedna na tysiąc? Jedna na milion?

Czytanie w myślach

To wszystkie te sytuacje, kiedy wydaje nam się, że wiemy, co inni myślą albo fantazjujemy na temat ich intencji. ”

„Ale na mnie spojrzał, pewnie nie podoba mu się moja bluzka” albo „Nie odpisuje, bo na pewno uraziła ją moja ostatnia wiadomość”. Wszystkie takie domysły działają automatycznie i są projekcją tego, co tak naprawdę sami o sobie myślimy.

Jak sobie pomóc? Idealną sytuacją jest, kiedy całkowicie zrezygnujemy z myślenia o tym, co inni o nas myślą. Zauważam, że odkąd pracuję z wewnętrznym dzieckiem, to coraz mniej obchodzą mnie opinie innych na mój temat. To idzie z automatu. Ale jeśli ciągle pojawiają się jakaś nadinterpretacja, to mówię sobie tak: „Wyobrażam sobie, że…” albo „Roję sobie, że x myśli o mnie to i to”. To jedno słowo: „roję”, „bzduram” pozwala zauważyć granicę między tym co się dzieje naprawdę, a tym, co tylko sobie wyobrażam.  Warto też sprawdzić, czy są jakieś dowody potwierdzające słuszność jakiejś interpretacji. Zazwyczaj już krótka analiza sytuacji wystarcza, żeby przekonać samego siebie, że projektujemy na innych swoje własne opinie o sobie.

Branie wszystkiego do siebie

Kiedy jako dorośli ciągle mamy w sobie rany z dzieciństwa, to tak jakbyśmy chodzili po świecie z otwartą raną. Nie możemy skupić się na niczym innym, byle powiew wiatru jest zagrożeniem i wywołuje ból. To wszystkie te sytuacje, kiedy np. na słowa partnera „ale ceny poszły w górę” dodawałam sobie w myślach „o, chyba za dużo wydałam”.

Jest to bardzo uciążliwy nawyk, bo tak naprawdę każda jedna rozmowa naraża nas na ból i cierpienie. Dopóki nie jesteśmy świadomi takich swoich zachowań i nie zajmiemy się swoją raną, to może nam się wydawać, że inni nas atakują, oceniają, że nam wręcz dokuczają. Uniemożliwia to stworzenie prawdziwej relacji, ponieważ nadmierne skupienie na sobie uniemożliwia patrzenie na drugą osobę. Z czasem nawet nasze otoczenie, partner i dzieci mogą stać się nieautentyczni i zachowywać się w sposób, który ma na celu chronienie naszej rany.

Są osoby, które nawet czyjś sukces traktują jako osobistą zniewagę. Wtedy zamiast cieszyć się radością innych i inspirować ich przykładem, myślą np. „ależ on ma osiągnięcia, a ja taki nieudacznik”

Jak sobie pomóc? Zapytaj osobę wprost, co ma na myśli. Nie bój się drążyć, zadawać pytań, prosić o doprecyzowanie. A jeśli nie możesz zapytać wprost (np. twojego szefa) to staraj się wnikliwie poobserwować i zastanowić nad tym, jakie mogą być inne, niż twoja osoba, powody danego zachowania.

Uogólnianie

To wszystkie te momenty, kiedy w oparciu o jedno wydarzenie wyciągasz bardzo ogólne wnioski albo co gorsza podejmujesz/zawieszasz działanie. To np. sytuacja, kiedy po rozmowie z jednym psychologiem i nieudanej sesji dochodzisz do wniosku, że terapia jest do bani i nie próbujesz znaleźć odpowiedniego dla siebie terapeuty. To wszystkie zdania, które zaczynają się od „zawsze”, „nigdy”, „wszyscy”, „każdy”, „nikt”.

Przykład: mój ojciec nigdy  mnie nie kochał (w moim odbiorze) i na tej podstawie wyciągnęłam zbyt ogólny wniosek „Nikt mnie nigdy naprawdę nie pokocha”. Albo: koleżanka się spóźniła dwa razy pod rząd i już uznałam ją za spóźniarę.

Jednym z przejawów uogólniania jest nominalizacja. Polega to na uprzedmiotowieniu czegoś, co nie jest stałe, co jest procesem i ze swej natury jest w ciągłym ruchu, zmienia się. Przykładem może być stwierdzenie „mój związek jest toksyczny”. Związek jest drogą, wielością interakcji. Nie może być tak, że wszystko w  nim jest toksyczne. Każda relacja ma wiele warstw i składa się z niezliczonej liczby elementów, z których niektóre mogą funkcjonować świetnie, a inne wymagać pracy i uwagi.

Takie uogólnianie, im dłużej trwa, tym coraz bardziej przybiera na sile, bardzo zubożając nasze życie. Dochodzi do sytuacji, w której widzimy świat w czarno-białych kolorach,  a ludzie są tylko dobrzy albo źli, wprowadzając nas w kolejną pułapkę myślową.

Jak sobie pomóc? Kiedy już wypowiesz, albo pomyślisz zdanie typu „nigdy zawsze”, to zatrzymaj się przy nim i zadaj sobie pytanie: „czy oby na pewno?”.  Przypomnij sobie sytuacje z życia, które podważają twoje stwierdzenie. Wprowadź do swojego słownictwa takie słowa jak: „czasem”, „często”, „niekiedy”.

Myślenie „czarno-białe” „albo-albo”

To myślenie, które zakłada, że do wyboru mamy tylko dwie możliwości. Albo się z kimś przyjaźnić, albo zerwać z nim całkowicie kontakt. Przykład: bardzo długo wydawało mi się, że albo zerwę zupełnie kontakty z rodziną, albo będę skazana na cierpienie, próbując na siłę utrzymać z nimi „dobry kontakt”.  Każde z tych dwóch rozwiązań wywoływało dyskomfort. Długo tego nie rozumiałam i bujałam się latami między naginaniem się i poświęcaniem, żeby sprostać oczekiwaniom mamy, a wybuchami złości i zrywaniem kontaktu, by po kilku tygodniach, smagana falami toksycznego poczucia winy wrócić… I tak od nowa… Dopiero, kiedy zajęłam się matczyną raną zrozumiałam, że są dostępne opcje pośrednie, że nie muszę zrywać kontaktu z rodziną, ale ułożyć go w sposób respektujący moje granice.

Jednym z przejawów takiego myślenia jest perfekcjonizm. Nie zapomnę, jak kiedyś na zajęciach z arteterapii, kiedy uczestnicy pod wpływem medytacji, z zamkniętymi oczami mieli ulepić siebie. Ja ugniotłam idealną w proporcjach kulkę. Kształt idealny. Ale za nic nie przypominała ona człowieka. „Albo jestem idealna albo mnie nie ma”, brzmiało moje przekonanie. Jak nie udało mi się czegoś wykonać idealnie, to znaczy, że jestem totalnie do dupy. Takie myślenie wynika z toksycznego wstydu i bardzo blokuje nasze działania, zabija kreatywność. Przecież gdybym czekała (tak jak dawniej) aż będę idealna, poukładana (a to się przecież nigdy nie wydarzy) to nie czytałbyś teraz tego wpisu.

„Zrobione jest lepsze od doskonałego”.

Jak sobie pomóc? Mi pomogło przekładanie siebie i sytuacji na procenty. Jestem w 10% egoistką, w 5% leniwa, w 20% pracowita itd… Albo: dziś czuję się trochę smutna, ale trochę spokojna.

Zaskoczeniem było dla mnie to, jak bardzo malowanie, a dokładnie mieszanie barw nauczyło moje wewnętrzne dziecko, że praktycznie nie ma stuprocentowych kolorów, że każdy z nich to mieszanka wielu innych. Obraz namalowany kolorami wprost z palety będzie płaski, a komponowanie własnych barw dodaje mu życia i głębi.

Myślenie, że tylko ja mam rację

Przekonanie o własnej nieomylności zamyka nas na jakikolwiek rozwój. Potrzeba ciągłego udowadniania swojej racji zamyka nas na dialog i wymianę informacji. Do tego trzeba być ciągle czujnym, by w razie potrzeby odeprzeć argumenty rozmówcy, odbierane w naszych oczach jako atak.

Jak sobie pomóc? Nauczyć się słuchać innych. Nie bać się patrzeć głębiej. Obserwować nie tylko to, jakie słowa padają z ust twojego rozmówcy, ale też to, co dzieje się z jego ciałem, jakie mogą być jego prawdziwe intencje. Dopytywać, dawać komunikaty zwrotne. Tego można się nauczyć. Jest wiele książek, z których można skorzystać. Nieoceniona jest tu praca z wewnętrznym dzieckiem, ale też wsparcie kogoś, kto sam przeszedł tę drogę. Im bardziej będziesz wsłuchiwać się w siebie i dopuszczać do głosu własne emocje, tym więcej przestrzeni będziesz w stanie dać innym.

Myślenie w kategoriach zakazów i nakazów

„Każda kobieta powinna gotować swojemu mężowi” „To facet powinien wynosić  śmieci w naszym domu”. Wszystkie zdania z „powinien”, „musi” powinny być wzięte pod lupę i zaktualizowane. Na ile twoje przekona cię wspierają, a na ile ograniczają? Moja mama często powtarzała „pierwsze kroki powinny być zawsze do domu”. Domyślacie się pewnie, jak się poczułam, kiedy mój partner od razu po pracy wstąpił na kawę do znajomych, bo miał po drodze. Była awantura, było cierpienie. Złamał mój odwieczny nakaz. A dlaczego miałby nie wstąpić? Zasady mają nam sprzyjać i nam pomagać. Jeśli się nie sprawdzają, to warto z nich rezygnować albo zmieniać.

Jak sobie pomóc? Niech słowa takie jak „muszę”, „należy” „powinienem” stanął się dla ciebie sygnałami ostrzegawczymi. Jak je wypowiesz, to zastanów się skąd taka a nie inna zasada w twoim życiu i sprawdź, na ile cię wspiera a na ile cię ogranicza. Bądź elastyczny.

Myślenie magiczne

To wszystkie nasze przekonanie o możliwości kontroli rzeczywistości. Z jednej strony może to być myślenie, że ma się większy niż w rzeczywistości wpływ na otoczenie. Wtedy chcemy wszystko i wszystkich kontrolować, bierzemy na siebie odpowiedzialność za rzeczy, które tak naprawdę nas nie dotyczą. Drugi przejaw tego myślenia to przekonanie, że tak naprawdę na nic nie ma się wpływu i zawieszanie w związku z tym działań. To wszystkie te momenty, kiedy wydaje nam się, że naszym życiem rządzi przeznaczenie, że jesteśmy na coś skazani.

Przykład: wiele razy jako dziecko słyszałam od mojej mamy, że ona ma „misję” i że pojawiła się w życiu mojego ojca nie bez powodu. Ja też długo chciałam zbawiać świat, ojca, rodzinę, potem partnera. Wszystko to skutecznie odciągało mnie od zajęcia się sobą i swoimi ranami.

Jak sobie pomóc? Uznaj, że sam jesteś odpowiedzialny za swoje życie. Nie masz wpływu na innych, ani inni nie mają wpływu na ciebie. Tylko ty decydujesz o tym, w jakim stanie emocjonalnym teraz jesteś i tylko ty możesz podjąć działania naprawcze w swoim życiu. Zamiast narzekać na swój ciężki los, można zastanowić się, jakie przeszłe wybory doprowadziły do obecnej sytuacji. Jaką decyzję możesz podjąć w tej chwili, by zmienić swoją sytuację?

Informacyjne sito

To sytuacje, w których z całej czyjejś wypowiedzi wybieramy i koncentrujemy się tylko na tej, która potwierdza jakieś nasze (negatywne) myślenie o sobie, a jednocześnie nie dostrzegamy pozostałych informacji.

Jak sobie pomóc? Bardzo podoba mi się zdanie proponowane przez Johna Bradshawa: „To przykre, ale nie niebezpieczne”. Jak czuję, że nakręcam się i skupiam na jakimś jednym niepochlebnym komunikacie w moim kierunku, powtarzam sobie to zdanie. Mówię też do siebie w myślach „ok., przykro to usłyszeć, to mnie boli. Ale przeżyję, jestem bezpieczna, nie dzieje się nic złego”.

Obwinianie i szufladkowanie

Oba te mechanizmy mają na celu odwrócenie naszej uwagi od tego co nas boli. Przerzucanie na kogoś swoich ran, swojego wstydu, swoich trudnych emocji  wcale nie przynosi ulgi tylko jeszcze bardziej powstrzymuje nas przed zmianą. Przykład: „Wszyscy faceci to świnie”. Wszyscy, czy jeden? Co ten jeden ci zrobił i dlaczego tak cię boli? Czego potrzebujesz? Czego ci nie dał? itd..

Dopóki obwiniamy i szufladkujemy innych, nie możemy szczerze spojrzeć na własne emocje. A to pierwszy krok do uzdrowienia. Bez przejścia nie ma wyjścia.

Jak sobie pomóc? Jak zaczynam etykietyzować, to robię pauzę, zamykam się i szukam emocji, której właśnie próbuję uniknąć. Co tak naprawdę czuję? Co chcę zakryć, schować? Sama taka refleksja pomaga. Bardzo często etykietyzuję. Ale teraz traktuję wszystkie te momenty jako cenną okazję przyjrzenia się swoim prawdziwym emocjom.

 

Ten artykuł napisałam po lekturze książki „Toksyczny wstyd”. Polecam ją bardzo, głównie ze względu na ćwiczenia w niej zawarte. Kiedyś tylko czytałam, wszelkie ćwiczenia kartkowałam i leciałam dalej. Ale właśnie to wykonywanie tych wszystkich zadań z książek terapeutycznych, to doświadczanie siebie i swoich emocji przynosi zmianę. Wiedza bez działania jest pusta. Nie wystarczy, że rozumiałam swój problem, dopiero doświadczanie emocji z nim związanych, pozwalanie sobie na ich przeżycie, przyniosło uwolnienie.

3 thoughts on “Błędy w myśleniu. Jak myślą skrzywdzone dorosłe dzieci?

  1. Bardzo dziękuję za ten wpis Auroro. Pozwolił mi uporządkować to, co już wiem i mam tego świadomość, oraz uzmysłowił kilka postaw i zachowań, które stosuję bezwiednie. Pracuję z wewnętrznym dzieckiem, ale perfekcjonizm jak na razie jeszcze mi w tym przeszkadza. Stale myślę,że zmiany idą wolno, ze jestem leniwa, że inni szybciej, głębiej odkrywają i nawiązują kontakt z WD. Dziękuję za podzielenie się praktycznymi sposobami na zmianę nawyków myślowych. Powieszę je w widocznym miejscu 🙂 pozdrawiam Grażyna

    1. Grażyna, dziękuję, że dajesz mi informacje zwrotne. Takie komentarze bardzo mnie wspierają i motywują do dalszego pisania:) Im wolniej tym szybciej- idealne tempo to nasze własne. Jak próbowałam na szybcika, żeby jak najszybciej zobaczyć efekty, to zajęło mi to 10 lat- chodzenia w kółko, zaglądania w ślepe uliczki, zjeżdżania na poboczne trasy;) Wewnętrzne dziecko najbardziej potrzebuje uważnej obecności. Pośpiech wywołuje opór. Przynajmniej u mnie tak się działo. Powodzenia kochana w kontakcie z małą Tobą <3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *